Langkawi było ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy w Malezji.
Spędziliśmy tam świetne dwa tygodnie. Zobaczyliśmy miejsca fajne i godne polecenia, ale też takie mniej interesujące, szczególnie przez pogodę.
Malezja mi się podobała, choć daleka jestem od pełnego zachwytu - do czołówki ulubionych państw azjatyckich nie udało jej się przebić ;)
Popełniliśmy kilka błędów logistycznych, o których wspomniałam: za krótko na Penang, za długi pobyt w górach, no ale człowiek uczy się na błędach. Przyroda jest tam niesamowita i gdyby nie ta pora roku, to pewnie dużo więcej czasu spędzilibyśmy w dżungli.
Porównując do innych krajów azjatyckich, w których byłam, w Malezji jest czysto. Nie powiem, że super czysto, bo na śmieci na ulicy można się natknąć nawet w centrum KL, ale ogólne wrażenie jest ok.
Okropne wrażenie zrobiły na mnie baseny, m.in. hotelowe, gdzie napisane wyraźnie jest, jaki strój obowiązuje (oczywiście dostosowany do tamtejszej kultury), ale jak widzi się człowieka, który przychodzi na basen w dresach i polówce, średniej świeżości i tak jak stoi wchodzi do basenu, to ręce opadają. Tak było w basenach hotelowych (nie wszystkich na szczęście), ale też w miejskich kąpieliskach, gdzie tubylcy przyjeżdżali samochodami, wysiadali w ciuchach nawet nie sportowych i tak wchodzili do basenu... Było to na tyle odrażające, że starałam się unikać basenów.
Podróżując samochodem, czy autobusem przez Malezję nie sposób nie zauważyć setek hektarów farm palmowych ciągnących się przy drogach. To plantacje palm olejowych - pokłosie wielkiej wycinki lasów deszczowych i zakładanie plantacji, które po odzyskaniu przez Malezję niepodległości (lata 60-te XX wieku) stały się kluczowym programem walki z ubóstwem. Niestety kosztem naturalnego środowiska :( Wycinka była tak gwałtowna, że w latach 90-tych XX wieku zainterweniować musiały organizacje międzynarodowe i pod ich naciskiem Malezja zobowiązała się do utrzymania minimum 50% pokrywy leśnej kraju, dziś jest to ok. 54-55% powierzchni kraju.
Jeśli chodzi zaś o olej palmowy to Malezja jest światowym potentatem tego produktu. 35% udział w rynku daje jej 2 miejsce na świecie.
I jeszcze jedna ciekawostka - tylko w Malezji możesz się napić kawy w ZUSie ;) To sieciówka, którą znaleźć można chyba w całym kraju.
No i to chyba tyle o Malezji. Było fajnie, ale czy tu jeszcze wrócę - czas pokaże na razie nie mam takiej potrzeby.
Pożegnanie z Malezją to jednak nie koniec relacji z naszej podróży, pamiętacie, że był jeszcze Singapur? Ale o tym już następnym razem ;)
cdn...



















































