Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

piątek, 16 stycznia 2026

Malezja cz.1 - Co warto wiedzieć o Malezji

No to zaczynamy, jak zwykle od wprowadzenia.

Dane geograficzne:
Malezja jest położona w Południowo - Wschodniej Azji w części na Półwyspie Malajskim (Malezja Zachodnia), a w części na wyspie Borneo (Malezja Wschodnia). Łączna powierzchnia tego kraju to ponad 330 tys. km², z czego ok. 40%  znajduje się na Półwyspie Malajskim, a ok. 60% na Borneo. Te dwie części Malezji oddzielone są od siebie Morzem Południowochińskim, najkrótsza odległość między krańcem półwyspu i wyspy to ponad 600 km.

Ponad połowę terytorium kraju stanowią góry i wyżyny. Podobny obszar zajmują wieczne zielone lasy tropikalne, przechodzące w wyższych partiach w lasy mgliste. Na terenach nadmorskich często spotykane są lasy namorzynowe. Na terenie zarówno półwyspu można spotkać ponad 3 tysiące gatunków drzew i innej roślinności, oraz wiele gatunków zwierząt, w tym chronione. Obecnie na terenie całego kraju znajduje się ponad 50 Parków Narodowych i Rezerwatów Przyrody.

Stolice Malezja ma dwie - główną jest Kuala Lumpur, największe miasto Malezji, a drugą jest oddalona o ok. 35 km na południe Putrajaya - administracyjna stolica kraju. To właśnie tam swoją siedzibę mają premier, ministerstwa oraz sądy. Putrajaya jest miastem dość nowym, siedzibą władzy wykonawczej została w 1999 r, a sądy federalne urzędują tam od 2003 roku.
Ten podział miał w zamyśle odciążenie Kuala Lumpur, aby mogło się rozwijać jako główny ośrodek gospodarczy. Putrajaya natomiast pełni funkcję nowoczesnego centrum zarządzania państwem.
 
Ustrój polityczny:
Malezja jest federalną monarchią. Głową państwa jest król wybierany co 5 lat spośród dziewięciu dziedzicznych władców stanowych (sułtanów) przez Zgromadzenie Władców. Ten ustrój jest unikatem na skalę światową.
Władza ustawodawcza składa się z dwóch izb (Izba Reprezentantów i Senat), przy czym przedstawiciele Izby Reprezentantów wybierani są co 5 lat w wyborach powszechnych, a w Senacie zasiadają osoby mianowane w większości przez króla 44 osoby) i przez zgromadzenia stanowe (26 osób). Na czele władzy wykonawcze stoi premier mianowany przez króla po uzyskaniu większości w parlamencie.
Malezja podzielona jest na 13 stanów i 3 terytoria federalne, przy czy każdy stan ma dużą autonomię, własną konstytucję oraz władze ustawodawcze.
Malezja jest dość nowym krajem, powstała 1957 roku, wcześniej była skolonizowana przez Portugalczyków, Holendrów i Brytyjczyków. 
 
Ludność:
W Malezji żyje ponad 35 mln ludzi, choć niektóre źródła podają prawie milion więcej, z czego jedynie 19% mieszka na wyspie Borneo. Wyróżnia się 3 główne grupy etniczne: Malajów, Chińczyków i Hindusów. Media wieku to ok. 31 lat i zaczyna wzrastać, bo w Malezji od kilku lat widoczny malejący współczynnik dzietności. Seniorzy powyżej 65 roku życia stanowią ponad 8% społeczeństwa, a średnia długośc życia

wtorek, 13 stycznia 2026

A jednak znów Azja ;)

No i kolejna podróż za nami. I znów do Azji ;)

Rok temu, jak na naszą grudniową destynację wybieraliśmy Kenię, to przyznawaliśmy przed sobą, że jesteśmy trochę Azją zmęczeni, że czas na coś nowego, innego. A jednak już w tym roku zatęskniliśmy i pomysł na kierunek grudniowego wyjazdu był oczywisty :D

Rozważaliśmy kilka opcji, ostatecznie padło na Malezję i Singapur, choć tak naprawdę Malezja była na liście moich propozycji wyjazdowych na 2025 rok.
Tym razem powróciliśmy do formatu samodzielnej podróży, więc wszystko od początku było na naszej głowie. Niestety podróż w obie strony byłą doś długa, choć ilość przesiadek staraliśmy się ograniczyć do minimum. I tak lecieliśmy z Wrocławia do Warszawy, z Warszawy do Dubaju, a stamtąd na wyspę Penang w Malezji. W drodze powrotnej doszedł nam jeszcze jeden 25 minutowy lot początkowy, bo startowaliśmy z wyspy Langkawi do Penang.

W drodze do Malezji nasza podróż była trochę dłuższa, bo mieliśmy długą, ale planowaną, przerwę w Dubaju - ok. 9 godzin. Tyle godzin na lotnisku - to nie dla nas, wyszliśmy z lotniska, wsiedliśmy do metra i pojechaliśmy do centrum prosto pod Burdż Chalifa - najwyższy budynek i budowlę na świecie.
Pospacerowaliśmy trochę po wieczornym Dubaju i musieliśmy wracać, bo chociaż czasu nam trochę zostało,

środa, 31 grudnia 2025

Podróżne podsumowanie roku 2025

Ostatni dzień roku, więc czas na małe podsumowanie podróżne.
W 2025 podróży mieliśmy mniej, niż planowałam na początku roku, ale momentami też było intensywnie.
Rok przywitaliśmy na plaży w Kenii, ale była to już końcówka naszego wyjazdu i dwa dni później byliśmy w domu.
 
 


 
Ferie zimowe tym razem wypadły nam w pierwszym tygodniu lutego, a tym razem pojechaliśmy w inna stronę dolnośląskiego do Kudowy i Zieleńca. Były biegówki w Spalonej i w Dusznikach, były  zjazdówki w Zieleńcu. Dzieciaki się wyszalały i wyjeździły, my troszkę mniej, ale to był wyjazd dla nich.




A potem była długa przerwa w wyjazdach, bo całe dwa miesiące spędziliśmy w domu. 
Kolejny wyjazd

wtorek, 16 grudnia 2025

Rejs po Zatoce Sarońskiej

Prosto z Dubrownika wylecieliśmy do Aten, gdzie były start naszej morskiej wyprawy. 
W Atenach spędziliśmy jedno popołudnie i nie planowaliśmy żadnego zwiedzania. Byliśmy tu w 2017, więc teraz chcieliśmy sobie tylko pospacerować, poprzypominać i poczuć atmosferę miasta. Ponieważ ponownie mieszkaliśmy w okolicy placu Omonia, więc łatwo było się zorientować. Ruszyliśmy więc w stronę Akropolu. Tym razem też zatrzymaliśmy się na targu, ale na coś do zjedzenia - w takim miejscach można zjeść dobrze i świeżo. A wieczorem spotkaliśmy się z częścią naszej ekipy.







Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy do mariny. Dotarliśmy z przygodami, bo kapitan podał nam złą nazwę (brzmiały podobnie), ale w końcu się udało, odebraliśmy nasze łódki i cierpliwie czekaliśmy na resztę ekipy, która dolatywała dopiero w sobotę wieczorem.
Za późno było, żeby wypływać, więc pierwszą noc spędziliśmy w porcie, nocując oczywiście na jachtach. Kajutę mieliśmy 2-osobową z łazienką i takim widokiem ;)



Na naszym jachcie było nas 11 osób, na drugi 12 osób, więc była nas całkiem spora grupka.
Na drugi dzień po śniadaniu wypłynęliśmy na wody Zatoki Sarońskiej. 
Pierwszy nasz przystanek był niedaleko, na wyspie Egina w małym porcie Agia. Miasteczko małe, przyjemne, fajne restauracje. Nad miasteczkiem góruje Świątynia Aphaia, a ze wzgórza, na którym się znajduje, rozciąga się piękny widok na okolicę. 

W Agia wypożyczyliśmy sobie skuter i dzięki temu mogliśmy zwiedzić spory kawałek wyspy - dojechaliśmy na zachodni kraniec wyspy do miejscowości Egina, po drodze znajdują takie urocze zakątki.






Kolejnego dnia naszym celem była wyspa Hydra, która jest

wtorek, 9 grudnia 2025

W Królewskiej Przystani, czyli krótka wycieczka do Dubrownika

Dziś post dla wszystkich fanów serialu "Gra o Tron" (do których ja też się zaliczam), ale nie tylko ;)
 

Pod koniec września, w drodze do Grecji, zrobiliśmy sobie 3-dniowy break w Dubrowniku. Każdy kto oglądał serial pewnie kojarzy Królewską Przystań (King's Landing), gdzie rozegrało się wiele istotnych dla fabuły i interesujących scen, bo w końcu to własnie Królewska Przystań była stolicą Westeros!
Prawdę mówiąc Dubrownik stał się celem naszego wyjazdu nie ze względu na serial, ale po prostu było najlepsze połączenie z opcją zwiedzania w drodze do Aten. 
Lotnisko znajduje się około 20 km na południe od starego miasta i teoretycznie można stamtąd dojechać do Dubrownika komunikacją miejską, ale w praktyce na przystanku nie było rozkładu, trochę poczekaliśmy, wiele osób czekało dłużej, i w końcu zdecydowaliśmy się na podróż AirportBus-em. Kupiliśmy bilety od razu w dwie strony za 10 Euro od osoby (w jedną stronę 6 Euro) i już po 30 minutach wysiadaliśmy przy bramach starego miasta.
Dubrownik już od pierwszego spojrzenia mnie zauroczył, no bo jak inaczej:

Stare Miasto otoczone jest solidnymi murami, po których przechadzali się władcy miasta, ale też bohaterowie "GoT", oczywiście wszyscy spragnieni wrażeń mogą też wybrać się w ten blisko 2 km spacer, ale trzeba pamiętać, że koszt wycieczki po murach to 40 EUR. 
Wysokość muru w różnych miejscach jest różna i dochodzi do 25 m, podobnie z szerokością - w najszerszym miejscu to ok. 6 metrów, a w najwęższym ok 1,5 metra. My nie zdecydowaliśmy się na ten wydatek, bo cena według mnie jest przesadzona, ale jeśli ktoś miałby ochotę, to najlepiej zrobić to rano lub pod wieczór, bo na murach nie ma żadnej osłony, a chodzenie 2 godziny w pełnym słońcu chyba nie każdy lubi.




Zdecydowanie ciekawsze z mojej perspektywy było eksplorowanie Starego Miasta. 

Zresztą, noclegi też zabukowaliśmy na starym mieście, żeby nie tracić czasu na dojazdy. I to była bardzo dobra decyzja.
Miejsce było urokliwie położone w wąskiej uliczce, do której trzeba było dojść schodkami, a jak wyjęliśmy ze skrytki klucz i otworzyliśmy drzwi, naszym oczom ukazały się dość strome schody. 
 
 
 
Z ulgą przyjęłam fakt, że do naszego pokoju musimy pokonać tylko kilka z nich ;)

Mieliśmy też małą przygodę, bo okazało się, że w pokoju nie ma ręczników, na szczęście mieliśmy swoje. Po interwencji, na drugi dzień rano czekał na nas worek z ręcznikami i na przeprosiny butelka bardzo dobrego czerwonego wina!

Samo miasto ma niesamowity urok, można chodzić bez końca i się nie znudzi. Na starym mieście ruch samochodowy jest ograniczony do minimum, co oznacza, że tylko w miejsca, w które do się dojechać (nie wszędzie się da, bo większość uliczek to schody)i to nie wszystkie mogą wjeżdżać samochody zaopatrzenia i oczyszczania miasta. I to tylko wcześnie rano. Jak ostatniego dnia o 6.00 rano szliśmy na busa to wtedy dopiero zobaczyliśmy jakiekolwiek samochody z starej części miasta.










Stare miasto, jak i cały Dubrownik są oblegane przez turystów, więc do najtańszych nie należą. My byliśmy pod koniec września, a zwiedzających było bardzo dużo, a ponoć w sezonie jest jeszcze więcej. 
Jak wspomniałam, mieszkaliśmy na starówce i dzięki temu mogliśmy bardziej poczuć klimat miasta, zwłaszcza wieczorem, kiedy turyści mieszkający poza centrum wracali do swoich hoteli. Wtedy było dużo spokojniej, ciszej, i wtedy właśnie najbardziej można było poczuć klimat tego miejsca.









Nie spędzaliśmy jednak czasu tylko na starym mieście.