Kuala Lumpur to jednak nie tylko nowoczesność, to także tradycja.
Wśród szklanych domów znajdują się bardziej lub mniej zaniedbane, nadgryzione przez ząb czasu i warunki atmosferyczne budowle, domy i całe osiedla.
Podczas naszego pobytu mieszkaliśmy bardzo blisko Kampung Bharu - jest to ostatnia enklawa wiejska w samym centrum nowoczesnego miasta, gdzie wciąż stoją tradycyjne drewniane domy na palach, otoczone bananowcami i palmami kokosowymi. Została założona w 1899 roku i obecnie stanowi uderzający kontrast dla sąsiadujących z nią drapaczy chmur. Do mostu Saloma i Petronas Twin Towers to przysłowiowy "rzut beretem".
Będąc w stolicy Malezji nie sposób ominąć jedną z jej największych atrakcji czyli, Batu Caves. Ten kompleks jaskiń skrywający hinduskie świątynie znajduje się ok. 13 km na północ od centrum miasta. Można dojechać tam pociągiem, autobusem lub GRABem. Nazwa Batu pochodzi od nazwy rzeki przepływającej w pobliżu.
Wapienne wzgórza, w których znajdują się jaskinie, mają około 400
milionów lat. Choć lokalne plemiona znały to miejsce bardzo dobrze,
świat dowiedział się o nich dopiero w 1878 roku dzięki amerykańskiemu
przyrodnikowi, Williamowi Hornadayowi.. Kilka lat później jaskinie stały się ważnym miejscem kultu dla społeczności
hinduskiej, a u ich stóp stanął najwyższy w Malezji, mierzący 42,7
metra, złoty posąg boga Murugana.
Niestety, zamiast lśniącego złotem kolosa, zobaczyliśmy konstrukcję z rur, desek i siatek ochronnych. Posąg boga Murugana był w remoncie, szczelnie przesłonięty rusztowaniami.
Zanim
jednak wejdzie się do samej jaskini, trzeba zmierzyć się ze słynnymi
schodami. Na początku były one drewniane. Dopiero w
1920 roku zastąpiono je betonową konstrukcją, która przetrwała do dziś.
Liczą one dokładnie 272 stopnie. Przez dekady były szare i niepozorne, ale w 2018 roku
przeszły spektakularną metamorfozę. W ramach przygotowań do święta
Thaipusam, każda sekcja schodów została pomalowana na jaskrawe, tęczowe
kolory. Choć zrobiono to bez zgody
krajowego urzędu ds. zabytków, co wywołało niezły skandal, ostatecznie kolory zostały i stały się symbolem tego miejsca.
Dla wielu osób pokonanie tylu stopni w pełnym, malezyjskim słońcu to spore wyzwanie, ale nie jest to wysiłek niemożliwy do wykonania, niektórzy pokonują je z ładunkiem na głowie!
Po drodze trzeba mieć się na baczności, panoszące się makaki potrafią udawać grzeczne małpki, ale uważnie obserwują turystów i wiernych, co by im ukraść ;) Więc nie dajcie się zwieść tym niewinnym minom ;)
Po pokonaniu schodów wchodzi się do Jaskini Katedralnej (Temple Cave), która swoją skalą robi wrażenie. To potężna, otwarta przestrzeń o wysokości blisko 100 metrów. W środku panuje przyjemny chłód, co po wspinaczce w słoneczny dzień jest sporą ulgą.
Wnętrze
jaskini to mieszanka surowej natury i hinduistycznego sacrum. Wapienne
ściany i zwisające stalaktyty, jako twór natury są niesamowite. Niestety



























































