Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

niedziela, 13 września 2026

Czy Suntago Ciebie woła?

Jako miłośnicy różnego rodzaju parków rozrywki postanowiliśmy w końcu zawitać do największego zadaszonego parku wodnego w Europie.
 

Suntago zlokalizowane jest w miejscowości Wręcza niedaleko Mszczonowa (ok. 40 min. od Warszawy) i stanowi pierwszy etap planowanego ogromnego kompleksu rozrywkowego Park of Poland.
Wodny Świat został otwarty 20.02.2020 i po kilkunastu dniach został zamknięty z powodu pandemii, a ponowne otwarcie miało miejsce w maju 2021 r.
Park podzielony jest na 3 strefy tematyczne, dopasowane do różnych potrzeb odwiedzających.
 
foto: Internet
 
Strefa Jamango (dostępna dla wszystkich) to strefa zabawy, zjeżdżalni i atrakcji nie tylko wodnych dla dzieci i dorosłych.
Druga strefa Relax, która jest dostępna od 16. roku życia, to przestrzeń do odpoczynku i regeneracji w ciszy i spokoju z basenami termalnymi, barami wodnymi i ogrodem tropikalnym.
Trzecia strefa to Saunarium (również dostępna od 16. roku  życia) to rozbudowany kompleks saunowy z saunami tematycznymi oraz strefa SPA i Wellness. 
My przez dłuższy czas świadomie omijaliśmy to miejsce, ale nadszedł odpowiedni czas żeby tam pojechać i pewnego sierpniowego popołudnia zapakowaliśmy się w samochód i z zakupionymi całodziennymi biletami ruszyliśmy na spotkanie z przygodą.
Na miejsce przyjechaliśmy pod wieczór, ulokowaliśmy się w hoteliku tuż przy Suntago i po azjatyckiej kolacji poszliśmy obejrzeć okolicę.





Kolejnego dnia wypoczęci poszliśmy od razu na otwarcie, byliśmy kilkanaście minut przed 10.00, ale mimo, że bilety kupiliśmy on-line musieliśmy odstać swoje w kolejce do wejścia. Szatni jest dużo, jest sporo miejsca, szeroko i przestronnie.
Kupując bilety od razu zdecydowaliśmy się na strefę Jamango, ponieważ jechaliśmy z siostrzeńcami i wiedzieliśmy, że nie będziemy korzystać ze stref 16+
 

Z szatni przechodzi się do olbrzymiej hali basenowej, gdzie przez cały rok panuje stała temperatura 32°C, a wewnątrz rośnie ponad 700 prawdziwych palm z różnych zakątków świata.
Na pierwszym plan przy wejściu wysuwa się wielki basen ze sztuczną falą, o głębokości o 180 cm i naprawdę nieźle buja. W środku znajdują się też basen z bąbelkami, mały basen z barem i leniwa rzeka o długości 130 metrów, gdzie pływa się na pontonach. Są też baseny na zewnątrz z dziką rzeką i z barem i łóżkami z bąbelkami oraz wodne place zabaw dla maluchów.
 
 




 
Jednak najważniejszą atrakcją, dla której większość spragnionych przygód odwiedza Suntago jest oddzielna hala

piątek, 14 sierpnia 2026

Między Budą a Pesztem, czyli weekend w Budapeszcie, cz. 5 Budapeszt mniej oczywisty

Oczywiście Budapeszt to sporo więcej ponad opisane już przeze mnie atrakcje i zabytki, ale pewnie z części tu opisanych nie skorzystalibyśmy, gdyby nie Budapest Card, która - jak już wspomniałam - nie do końca pokazuje turystom kluczowe miejsca.
 

Zacznijmy od rejsu po Dunaju. Pewnie wybralibyśmy się na niego również bez karty, ale tu akurat Budapest Card oferuje aż cztery opcje do wyboru. Oczywiście można skorzystać tylko z jednej i oferta nie obejmuje rejsów wieczornych, ale rejs w ciągu dnia jest również bardzo atrakcyjny.
Zdecydowaliśmy się na: "Zwiedzanie miasta statkiem Legenda Duna Bella" - to jeden z najwyżej ocenianych dziennych rejsów widokowych w Budapeszcie. 
 
 

Bez Budapest Card koszt takiej atrakcji to 20 EUR za osobę dorosłą. W cenę wliczone są dwa napoje - pierwszy na początku rejsu (do wyboru wino, szampan, piwo, napój gazowany lub woda) i drugi w drodze powrotnej  - lemoniada Duna Bella. W cenie jest też audioprzewodnik w 30 językach, w tym po polsku. Operator tych łodzi jako jedyny oferuje słuchawki zamiast ogólnych głośników, więc każdy może słuchać w wybranym przez siebie języku. Fajnie jest, że zamiast podawania suchych faktów nagrania zawierają opowieść o mieście - jeden lektor opowiada o Budzie, drugi o Peszcie, a cała opowieść fajnie się przeplata.







Rejs trwa 70 minut, a statek przepływa przez samo centrum miasta, po drodze mijając wszystkie najważniejsze obiekty.  Płynąc na północ, statek opływa Wyspę Małgorzaty i zatrzymuje się na przystani, gdzie można wysiąść, zwiedzić wyspę i wrócić kolejnym statkiem tego samego operatora w ramach jednego biletu. My jednak nie wysiadaliśmy, bo wyspę mieliśmy zaplanowaną na kolejny dzień. 
Wyspa św. Małgorzaty ma blisko 96 ha i jest najpopularniejszym parkiem miejskim w całym Budapeszcie. Łączy bogatą historię z infrastrukturą rekreacyjną i sportową. Wyspa ma ok. 2,5 km długości i 500 metrów szerokości w najszerszym miejscu. Nazwę nadano jej na cześć św. Małgorzaty, córki króla Beli, która spędziła na wyspie większość swojego życia w tutejszym klasztorze dominikanek w XIII wieku. Obecnie z klasztoru pozostały ruiny, obok których znajduje się symboliczny grób Małgorzaty.


Wyspa jest niemal w całości strefą wolną od samochodów - wjazd mają tylko

niedziela, 9 sierpnia 2026

Między Budą a Pesztem, czyli weekend w Budapeszcie, cz. 4: Parlament w Budapeszcie

Miejscem, które robi chyba największe wrażenie na wszystkich turystach przyjeżdżających do Budapesztu jest budynek węgierskeigo Parlamentu. To jeden z najbardziej ikonicznych i okazałych gmachów rządowych na świecie.
 

Niestety przed wyjazdem na Węgry nie udało nam się kupić biletów przez internet, pomyśleliśmy jednak, że może na miejscu będzie taka możliwość, a jak nie to przynajmniej zobaczymy tę perełkę architektoniczną z bliska. Bo naprawdę jest co podziwiać. 
 



Ten oddany do użytku w 1904 r. neogotycki obiekt jest największym budynkiem na Węgrzech: ma 268 metrów długości, 123 metry szerokości i 96 metrów wysokości. Kryje w sobie prawie 700 pomieszczeń, 10 dziedzińców i 29 klatek schodowych, których łącza długość wynosi blisko 29 km!!! Jest to drugi pod względem wielkości budynek parlamentu w Europie.
 




Robi ogromne wrażenie z zewnątrz, nie tylko gdy się na niego patrzy z drugiej strony Dunaju.
Na miejscu w informacji dowiedzieliśmy się, że mimo że bilety on-line są wyprzedane, każdego ranka jest jeszcze pula ok 300-400 biletów, które można od ręki kupić. Jasne dla nas było, że kolejnego dnia meldujemy się w kasie "skoro świt". No dobra, bez przesady, ale gdy dotarliśmy kolejnego dnia na miejsce, kasa była jeszcze zamknięta, ale kolejkę zauważyliśmy już z daleka. Na szczęście po blisko godzinnym staniu udało nam się załapać. Dla mieszkańców UE bilet kosztuje 7.000 HUF (83 zł), a dla pozostałych dwa razy drożej. Oczywiście w tym wypadku Budapest Card nie ma żadnego zastosowania.
Jednak warto wydać te pieniądze, bo zwiedzanie parlamentu w Budapeszcie to jest absolutny "must have". Było to najlepsze miejsce w tym mieście, jakie zwiedzaliśmy. 
 




Przejście wyznaczoną trasą w północnym skrzydle (bo wiadomo, że całego budynku zwiedzać nie można) trawa ok. 1 godzinę  i odbywa się wyłącznie z przewodnikiem lub audioprzewodnikiem. Wśród wielu języków jest też audioprzewodnik w języku polskim, więc nie ma problemu, żeby wszystko zrozumieć.
Wycieczka rozpoczyna się od wejścia po bogato zdobionych schodach, z misternymi freskami na suficie, witrażami i złoceniami. 


Dalej dochodzi się na Wielką Klatkę Schodową. To jedno z najbardziej spektakularnych miejsc wewnątrz tego budynku. Miejsce używane jest przede wszystkim podczas podejmowania bardzo ważnych gości i delegacji. Głównym elementem są

wtorek, 4 sierpnia 2026

Między Budą a Pesztem, czyli weekend w Budapeszcie, cz. 3: Peszt

Skoro pierwszego dnia pobytu skupiliśmy się na Budzie, naturalnym było udanie się kolejnego dnia do Pesztu
 

Oba brzegi Dunaju bardzo się od siebie różnią i to nie tylko ukształtowaniem terenu. Buda jest mocno zalesiona i górzysta, podczas gdy Peszt jest zupełnie płaski i gęsto zabudowany. Buda kojarzy się z dzielnicami mieszkaniowym, willami, parkami i uzdrowiskami, Peszt to dzielnica bardziej industrialna, tętniąca życiem, rozrywkowa. 
Buda

Peszt

Peszt

Już od początku istnienia tych dwóch miast podział był wyraźny - kiedy na zamku w Budzie mieszkali władcy, a całą okolicę zamieszkiwali możni, Peszt rozwijał się jako miasto rzemieślników. Później, w XVIII i XIX wieku, Buda byłą miastem konserwatywnym, lojalnych wobec Austrii, zamieszkiwanym przez urzędników i arystokrację, podczas kiedy Peszt stawał się miastem liberalnym, wielonarodowym i wielokulturowym.
Oczywiście oba miasta, znajdujące się po dwóch stronach rzeki, nie były ze sobą połączone. W zimie, gdy Dunaj zamarzał było możliwe przejście, ale w pozostałych porach roku trzeba było przeprawiać się łodziami.
Pierwszy stały, kamienny most łączący Budę i Peszt  - Most Łańcuchowy - otwarty został w 1849 roku i  wówczas był jednym z najnowocześniejszych i największych mostów wiszących na świecie. Do dziś stanowi najważniejszy symbol zjednoczenia i tożsamości miasta.
 

Przez most przeszliśmy pieszo zachwycając się widokami na obie strony. 
Pierwszym miejscem do którego się skierowaliśmy był budynek Parlamentu. Budowla jest tak niesamowita i robi tak ogromne wrażenie, że postanowiłam poświęcić jej oddzielny post.
Po spacerze wokół Parlamentu skierowaliśmy się do Bazyliki św. Stefana. To największy kościół w Budapeszcie jedna z najważniejszych świątyń na Węgrzech. 
 

Bazylika wznosi ma wysokość 96 metrów, ta liczba ma symboliczne znaczenie, ale więcej o tym jeszcze będzie ;) 
Świątynię budowano ją bardzo długo, bo ponad 50 lat. Podczas prac, z powodów błędów konstrukcyjnych i silnej burzy, zawaliła się się całkowicie jej centralna kopuła. Wnętrze kościoła jest bardzo bogate, a do jego wykończenia zużyto ponad 50 gatunków marmuru i 40 kg złota.



Mimo to, większe wrażenie zrobił na mnie wnętrze kościoła św. Macieja na Wzgórzu Zamkowym.
Oprócz zwiedzania samej nawy głównej, można  też zejść do skarbca i  na taras widokowy, ale tyle widoków z góry już mieliśmy, że doszliśmy do wniosku, że wystarczy. 
Wstęp do Bazyliki kosztuje

niedziela, 26 lipca 2026

Między Budą a Pesztem, czyli weekend w Budapeszcie, cz. 2: Buda

Zwiedzanie stolicy Węgier zaczęliśmy od Budy.
 

Przed naszym hotelem był przystanek tramwajowy, z którego praktycznie każdym tramwajem mogliśmy dojechać w okolice Wzgórza Zamkowego. No i pierwszy przyjechał ten, który dojeżdża tam od tyłu, dzięki temu mogliśmy zobaczyć nie tylko turystyczne i zadbane części miasta, ale takie jakie ono jest naprawdę - odrapane kamienice, zaniedbane ulice i chodniki, nadgryzione zębem czasu dachy, rozwalające się kominy. Widok nie był zbyt zachęcający.
 



Ale gdy już wspięliśmy się po schodach na zamkowe wzgórze klimat stał się zupełnie inny. Wąskimi uliczkami wśród zadbanych i odnowionych domów dotarliśmy na Plac Świętej Trójcy. Miejsce to przez stulecia pełniło funkcję rynku miejskiego dawnej Budy, miejsca targowego oraz centrum religijno-politycznego.


Najważniejsze obiekty znajdujące się na placu to pochodzący z XIII wieku kościół św. Macieja, Baszta Rybacka oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.
Kościół św. Macieja to bardzo oryginalna budowla - z zewnątrz prezentuje typowo gotycki styl, wnętrze nie jest takie oczywiste. W przeciwieństwie do surowych gotyckich katedr wnętrze tego kościoła eksploduje kolorami i wzorami, motywy roślinne łączą się ze zdobieniami geometrycznymi. Nie zawsze tak było, ten styl, zresztą inspirowany orientem, to zasługa XIX wiecznej rekonstrukcji.
I właśnie te wnętrza nadają świątyni zupełnie inny, niż we wszystkich znanych mi kościołach, klimat. 
Oprócz niesamowitych zdobień można zobaczyć też grobowiec jednej z królewskich par,  potężne organy, które posiadają aż 7771 piszczałek i przykościelne muzeum, gdzie można podziwić m. in. oryginalne trony i fotele koronacyjne cesarza Franciszka Józefa I i jego żony Sisi.
 






Koszt wejścia do kościoła to 3.400 HUF (ok. 40 zł), są też bilety łączone z wejściem na wieżę, ale to już odpuściliśmy. 
Budapeszt Card nie obejmuje tej atrakcji, podobnie jak kolejnej na tym placu, a mianowicie Baszty Rybackiej. Chociaż budowla została wzniesiona na przełomie XIX i XX wieku, nazwa nawiązuje do historii tego miejsca. W średniowieczu u podnóża wzgórza znajdowało się tzw. Miasto Rybackie, a rybacy przynosili swoje połowy na targ przy kościele. I akurat na cechu rybaków spoczywał obowiązek obrony konkretnego odcinka murów. Cała budowla ma ok. 140 metrów długości i znajduje się na niej siedem spiczastych, kamiennych baszt, które symbolizują siedmiu wodzów, którzy założyli państwo.
Kompleks składa się  z dolnych krużganków, do których dostęp jest dla każdego chętnego, i z górnych tarasów widokowych, na które wstęp jest płany. I to własnie z góry rozciąga się niesamowita panorama Dunaju, i całej strony Pesztu.
 


Niestety nie ma możliwości zwiedzania całej baszty,