Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

sobota, 7 marca 2026

Malezja cz. 10 - Skuterem po Langkawi

Następnego dnia po przyjeździe odebraliśmy skuter. O procedurach i kosztach pisałam już tu, ale dodam, że taki skuter niewiele pali, paliwo jest tanie ok. 2,00 RM/l, a drogi są bezpieczne. Kierowcy jeżdżą uważnie, a poruszających się jednośladami jest naprawdę sporo. Przez cały czas naszego podróżowania czuliśmy się pewnie i bezpiecznie. Co więcej skuter daje możliwość podjechania dokładnie tam, gdzie się chce, bez obawy, że się gdzieś nie zmieści.
 


Zjeździliśmy praktycznie całą wyspę.
Jedną z najlepszych wypraw jakie tam mieliśmy był wjazd na Sky Bridge. Droga z Kuah do Oriental Village biegnie przez kręte zalesione dróżki, na których największym zagrożeniem są... makaki. Czasem siedzą na poboczu, czasem wylegują się na samym środku drogi - trzeba bardzo uważać, bo czasem wyjazd zza zakrętu może być niezłą niespodzianką.
Oriental Village to "miasteczko" u stóp kolejki linowej, która wwozi turystów w okolice Sky Bridge. To kompleks stylizowany na tradycyjną azjatycka wioskę, gdzie znajdują się kasy biletowe, restauracje, punkty z pamiątkami, sklepy wolnocłowe oraz wiele innych atrakcji. Wielkim plusem skutera jest to, że parkingi dla jednośladów są przy samym wejściu i do tego są bezpłatne. Parkingi dla samochodów znajdują się dalej i są płatne.

 


Droga przez miasteczko wiedzie prosto do kas biletowych do kolejki linowej SkyCab. Kolejka do kasy nie była zbyt długa, ale na wejście do wagonika czekaliśmy 45 minut! Warto wiedzieć, że jest to najbardziej stroma kolejka linowa na świecie, na jednym z odcinków kąt nachylenia wynosi aż 42 stopnie! Całkowita długość liny to 2,2 km, a najdłuższy odcinek między dwoma przęsłami to aż 950 metrów! Wjazd na Gunung Machinchang naprawdę robi wrażenie. 
 





Z stacji dolnej (ok. 0 m. n.p.m.) dojeżdża się najpierw do stacji pośredniej, gdzie można wysiąść i zwiedzić pierwszą, całkiem nowa, bo otwartą w 2024 r., atrakcję Eagle Nest SkyWalk - szklany taras w kształcie orła. 
 

Dalej gondolki dojeżdżają

wtorek, 3 marca 2026

Malezja cz. 9 - Wyspa Langkawi

Samochód oddawaliśmy na wyspie Penang i dzięki temu mogliśmy przejechać przez cieśninę między wyspą a stałym lądem Mostem Sułtana Abdula Halima Muadzama Shaha, o którym pisałam wcześniej. Zdążyliśmy oddać auto tak, żeby zdążyć na samolot na wyspę Langkawi - naszą ostatnią część podróży.
 
 
Langkawi jest główną wyspą archipelagu o tej samej nazwie, w skład którego wchodzi ok. 100 wysp. Główna wyspa ma ok. 320 km² powierzchni i jest świetnym miejscem na odpoczynek. Są tu zielone lasy, piaszczyste plaże, rezerwaty przyrody, pyszne jedzenie. Miejsce dla tych, którzy lubią zabawę i imprezy, ale też dla takich co cenią spokój. A do tego strefa wolnocłowa ;)
 
 
Lot z Penang na Langkawi trwał od startu do lądowania całe 19 minut - jak do tej pory mój najkrótszy lot ;)

Na wyspie wylądowaliśmy pod wieczór, zamówiliśmy Graba, nasz hotel mieścił się w największym mieście wyspy czyli w Kuah, oddalonym o 15 km od lotniska . Wybraliśmy fajny obiekt z widokiem na miasto i lokalne bajorko, które zupełnie inaczej prezentowało się w czasie przypływu i odpływu.
 



Właściwie od razu po przylocie ruszyliśmy zwiedzać miasto, a przynajmniej okolice hotelu i to co dało się zobaczyć na pieszo. Pierwsze co się rzuciło się nam w oczy, to całkowity brak przejść dla pieszych. Przy dwu-, trzypasmowych jezdniach, pieszy musi sobie jakoś radzić ;)
Żeby poruszać się nawet w dalsze części miasta trzeba mieć jakiś środek transportu, bo na całej wyspie nie ma komunikacji publicznej! Dlatego też od razu udaliśmy się na poszukiwania wypożyczalni skuterów i umówiliśmy się na następny dzień rano na jego odbiór. 
 

Samo Kuah słynie przede wszystkim z dużego portu Kuah Jetty, z którego promy odpływają nie tylko do różnych miejsc w Malezji, ale i do Tajlandii, do której jest nieco bliżej niż macierzystego lądu. A skoro promy i granica, to oczywiście

sobota, 28 lutego 2026

Malezja cz. 8 - Cameron Highlands

Następnego dnia, bez żalu, ruszyliśmy dalej. Naszym kolejnym celem było Cameron Highlands (Wyżyna Camerona). Drogą  nr 185 to zaledwie 123 km, jakieś 2 godziny podróży. Niestety, po wcześniejszych ulewach droga uległa zniszczeniu i była w trakcie remontu, więc musieliśmy nadrobić drogi - do przejechania mieliśmy ponad 200 km.

Głównym powodem, dla którego turyści przyjeżdżają w te okolice są dwie plantacje herbaty: BOH Tea Garden i Bharat Tea.
BOH Tea Garden jest większa i bardziej znana, bo większość zdjęć z pól herbacianych z Malezji pochodzi właśnie stąd. Nie płaci się tu za wstęp i ponoć bywa w niej więcej  turystów. Została założona przez brytyjskiego urzędnika 1929 roku.
Bharat Tea (Cameron Valley) znajduje się przy głównej drodze i już jadąc można podziwiać widok z okna samochodu. Wejście na teren plantacji jest płatne 4 RM, chyba, że chce się skorzystać z podwózki buggyim wtedy dodatkowo trzeba zapłacić 15-20 RM w dwie strony. Jest nieco młodsza, bo powstała 1933 r., a jej założycielem był imigrant z Indii.
 



Po drodze zauważyliśmy właśnie Cameron Valley i tam się zatrzymaliśmy. Weszliśmy do środka, przeszliśmy się wśród krzewów, zobaczyliśmy niewielki wodospad, napiliśmy się herbaty (niestety słynnych scones'ów z truskawkami nie dostaliśmy ;() i wróciliśmy do samochodu. Całość zajęła nam godzinę!
Cameron Highlands - czy warto?


Obok była też farma truskawek, więc z ciekawości podeszliśmy jeszcze tam. Okazało się, że to drugi obok herbaty filar gospodarki i turystyki tego regionu. Większość upraw odbywa się w szklarniach i tunelach foliowych, często metodą hydroponiczną (rośliny rosną w rynnach zawieszonych w powietrzu, nie w ziemi). Dużą popularnością, zwłaszcza wśród Malezyjczyków, cieszy się

poniedziałek, 23 lutego 2026

Malezja cz. 7 - Taman Negara i Gua Musang

Ruszyliśmy na północ. Proces wynajmu samochodu trochę nam się przedłużył, bo najpierw zgodziliśmy się  na prośbę osoby z wypożyczalni, żeby przesunąć nasze spotkanie o 2 godziny, to jak dojechaliśmy na miejsce, to człowiek spóźnił się o kolejne dwie!
Kiedy jednak już udało nam się wszystko załatwić i wyjechać z KL było popołudnie, a do przejechania mieliśmy dobre 250 km. Naszym celem było Gua Musang

gdzie zdecydowaliśmy się na nocleg. Miała to być nasza baza wypadowa do Parku Narodowego Taman Negara National Park.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszego noclegu, było już ciemno. Weszliśmy do zarezerwowanego pokoju i szybko stamtąd wyszliśmy, informując właściciela, że rezygnujemy - było tak nieprzyjemnie i niezbyt czysto, że nie chcieliśmy tam spędzić ani minuty dłużej niż to konieczne. Na szczęście kilkadziesiąt metrów dalej był hotel, gdzie dostaliśmy bez problemu czysty pokój.

Następnego dnia ruszyliśmy do Taman Negara. 
To jeden z
najstarszych lasów deszczowych na świecie, szacowany na około 130 milionów lat. Park narodowy o powierzchni ponad 4300 km² rozciąga się na terenie trzech stanów Malezji: Pahang, Kelantan i Terengganu. Na terenie Taman Negara można korzystać z wielu atrakcji proponowanych turystom: można pospacerować w koronach drzew, odkrywać jaskinie, spędzić noc w dżungli, pójść na nocny trekking, wykąpać się w wodospadzie, spłynąć rzeką, a nawet zdobyć Gunung Tahan - najwyższy szczyt Półwyspu Malajskiego (2.187 m n.p.m.)



Jednak, żeby skorzystać z większości tych atrakcji trzeba wyruszyć z Kuala Tahan. 
Wiedząc, że nie mamy dużo czasu, a w grudniu istnieje wiele obostrzeń, między innymi obowiązuje zakaz wejścia na górę Gunung Tahan (od 15.11.2025 do 14.01.2026), chcieliśmy skorzystać z mniej uczęszczanego wejścia Sungai Relau (Merapoh). Z Gua Musang mieliśmy tam zaledwie 30 km, więc dość szybko byliśmy na miejscu. 


W tej części parku jedną z atrakcji jest Tree Top Walk
nowoczesna konstrukcja, która stanowi alternatywę dla starszego i często mostu linowego w Kuala Tahan. Jest to stabilna, stalowa konstrukcja zbudowana na solidnych pylonach. Składa się z 13 platform oraz 7 wież obserwacyjnych, z których najwyższe oferują widok 360 stopni na las deszczowy i pasmo górskie Tahan. 


 
Według oficjalnych danych Departamentu Dzikiej Przyrody i Parków Narodowych,
Tree Top Walk w Sungai Relau (Merapoh) ma całkowitą długość 420 m, a wysokość tarasu widokowego na najwyższej z wież sięga 30 m.
W planach mieliśmy tę ścieżkę i trekking po dżungli. 
 


Niestety od rana

środa, 18 lutego 2026

Malezja cz. 6 - Kuala Lumpur - ... i tradycja

Kuala Lumpur to jednak nie tylko nowoczesność, to także tradycja. 

Wśród szklanych domów znajdują się bardziej lub mniej zaniedbane, nadgryzione przez ząb czasu i warunki atmosferyczne budowle, domy i całe osiedla. 
Podczas naszego pobytu mieszkaliśmy bardzo blisko Kampung Bharu - jest to ostatnia enklawa wiejska w samym centrum nowoczesnego miasta, gdzie wciąż stoją tradycyjne drewniane domy na palach, otoczone bananowcami i palmami kokosowymi. Została założona w 1899 roku i obecnie  stanowi uderzający kontrast dla sąsiadujących z nią drapaczy chmur. Do mostu Saloma i Petronas Twin Towers to przysłowiowy "rzut beretem". 
 

Więc z jednej strony mieliśmy widoki na nowoczesność, a z drugiej na niszczejące miasto. 
 


Będąc w stolicy Malezji nie sposób ominąć jedną z jej największych atrakcji czyli, Batu Caves. Ten kompleks jaskiń skrywający hinduskie świątynie znajduje się ok. 13 km na północ od centrum miasta. Można dojechać tam pociągiem, autobusem lub GRABem. Nazwa Batu pochodzi od nazwy rzeki przepływającej w pobliżu.
Wapienne wzgórza, w których znajdują się jaskinie, mają około 400 milionów lat. Choć lokalne plemiona znały to miejsce bardzo dobrze, świat dowiedział się o nich dopiero w 1878 roku dzięki amerykańskiemu przyrodnikowi, Williamowi Hornadayowi.. Kilka lat później jaskinie stały się ważnym miejscem kultu dla społeczności hinduskiej, a u ich stóp stanął najwyższy w Malezji, mierzący 42,7 metra, złoty posąg boga Murugana.

Niestety, zamiast lśniącego złotem kolosa, zobaczyliśmy konstrukcję z rur, desek i siatek ochronnych. Posąg boga Murugana był w remoncie, szczelnie przesłonięty rusztowaniami. 
 

Zanim jednak wejdzie się do samej jaskini, trzeba zmierzyć się ze słynnymi schodami. Na początku były one drewniane. Dopiero w 1920 roku zastąpiono je betonową konstrukcją, która przetrwała do dziś. Liczą one dokładnie 272 stopnie. Przez dekady były szare i niepozorne, ale w 2018 roku przeszły spektakularną metamorfozę. W ramach przygotowań do święta Thaipusam, każda sekcja schodów została pomalowana na jaskrawe, tęczowe kolory. Choć zrobiono to bez zgody krajowego urzędu ds. zabytków, co wywołało niezły skandal, ostatecznie kolory zostały i stały się symbolem tego miejsca.


Dla wielu osób pokonanie tylu stopni w pełnym, malezyjskim słońcu to spore wyzwanie, ale nie jest to wysiłek niemożliwy do wykonania, niektórzy pokonują je z ładunkiem na głowie! 
Po drodze trzeba mieć się na baczności, panoszące się makaki potrafią udawać grzeczne małpki, ale uważnie obserwują turystów i wiernych, co by im ukraść ;) Więc nie dajcie się zwieść tym niewinnym minom ;)



Po pokonaniu schodów wchodzi się do Jaskini Katedralnej (Temple Cave), która  swoją skalą robi wrażenie. To potężna, otwarta przestrzeń o wysokości blisko 100 metrów. W środku panuje przyjemny chłód, co po wspinaczce w słoneczny dzień jest sporą ulgą.
Wnętrze jaskini to mieszanka surowej natury i hinduistycznego sacrum. Wapienne ściany i zwisające stalaktyty, jako twór natury są niesamowite. Niestety