Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

sobota, 21 marca 2026

Singapur - miasto, które robi wrażenie!

Z Malezji do Singapuru przylecieliśmy liniami AirAsia i lądowaliśmy na Terminalu 4 (T4). Ten terminal jest najnowocześniejszy i w pełni zautomatyzowany – od odprawy biletowej i bagażowej, przez kontrolę paszportową, aż po wejście na pokład. Wszystko odbywa się za pomocą technologii rozpoznawania twarzy i samoobsługowych kiosków (i nikt nie wbija już pieczątki w paszport). T4 znajduje się w oddzielnym budynku na południowym krańcu lotniska i nie jest bezpośrednio połączony z pozostałymi – aby do nich dotrzeć, trzeba skorzystać z bezpłatnego shuttle busa. Właśnie w okolicach Terminali 1, 2 i 3 znajduje się słynne Jewel Changi Airport – imponujący kompleks, w którym podziwiać można najwyższy na świecie wewnętrzny wodospad. My niestety go nie zobaczyliśmy, bo akurat podjechał nasz autobus.

 

Bilety na autobus kupuje się niezwykle prosto: wsiadając, przykłada się do czytnika kartę płatniczą, a wysiadając, robi się to po raz drugi. To wszystko. 
 

Zdecydowaliśmy się pojechać najpierw do hotelu, żeby zostawić bagaże. Za dwie noce bez śniadania, kilka przystanków metra od centrum zapłaciliśmy 665,00 zł. Pokój miał przynajmniej okno, co w Singapurze wcale nie jest regułą, zwłaszcza w tej cenie. Rezerwowaliśmy go w Black Friday, dzięki czemu zapłaciliśmy 50% standardowej ceny. Pokój był nieduży, ale czysty. Jedyne, co mnie irytowało, to spora szpara pod drzwiami, przez którą całą noc wpadało światło z korytarza. Ale i tak spędziliśmy tam niewiele czasu ;)



Po dokonaniu formalności meldunkowych i zostawieniu w pokoju bagaży wyruszyliśmy zwiedzać. 
Singapur już od pierwszych minut pobytu skradł moje serce, od początku podobał mi się tam praktycznie wszystko, począwszy od podchodzenia do lądowania, gdy widziałam widoki za oknem, przez lotnisko i podróż autobusem, a to był dopiero początek.
Do metra mieliśmy kilkadziesiąt kroków i właśnie metrem udaliśmy się na początek do Chinatown. Podróż metrem jest równie łatwa jak autobusem przechodząc przez bramki przykłada się kartę i wychodząc przez bramki robi się to po raz drugi. 

Już po 20 minutach wysiedliśmy w dzielnicy chińskiej. Jakże inna jest ona od tej w George Town! Chinatown w Singapurze to największa historyczna dzielnica miasta, która łączy tradycję z nowoczesnym stylem życia. Dominują tu kolorowe, odnowione kamienice, w których mieszczą się hotele, bary, restauracje i sklepy. Wszędzie jest czysto, mimo tłumów turystów. Podobnie jak na Penang, można tu napotkać wiele murali, ale są one bardzo zadbane i na bieżąco odrestaurowywane. Cała okolica wyróżnia się wielokulturowością – na jednej ulicy sąsiadują ze sobą świątynie buddyjskie, hinduistyczne i meczety.
 











Uwagę zwracają też pomniki, jak np. rzeźba przedstawiająca kulisa. Upamiętnia ona chińskich emigrantów, którzy przybyli tu w XIX wieku i jako niewykwalifikowani robotnicy wykonywali najcięższe prace fizyczne. Ten pomnik szczególnie zapadł mi w pamięć, bo gdy po spacerze postanowiliśmy ruszyć dalej, zaskoczyła nas ogromna ulewa. Schroniliśmy się pod arkadami właśnie z widokiem na tę rzeźbę. 


Czerwony budynek w tle to siedziba

niedziela, 15 marca 2026

Singapur - co warto wiedzieć

Podczas pobytu w Malezji dotarliśmy do Singapuru, ale zanim opowiem Wam co to za miejsce i dlaczego tak mnie urzekło, żeby tradycji stało się zadość kilka słów wprowadzenia.

Dane geograficzne:
Singapur - to państwo-miasto położone na wyspie o tej samej nazwie i kilku mniejszych wyspach. Łączna powierzchnia całego kraju to ponad 730 km², a sama wyspa Singapur ma 576 km² (dla porównania powierzchnia Warszawy to ok. 517 km²). 
Źródło: Internet, Wikipedia

Kraj jednak powoli, ale systematycznie się powiększa na skutek prac prowadzonych nad pozyskaniem lądu z morza. Wyspa jest połączona z Malezją dwoma mostami, na którym usytuowane są przejścia graniczne. Starsze i popularniejsze jest przejście graniczne Woodlands Chceckpoint na północnym moście Causeway. Korzystają z niego głównie tysiące lokalnych mieszkańców dojeżdżających codziennie do pracy, przez co w godzinach szczytu panuje tam ogromny tłum. W czasie kiedy my przekraczaliśmy tę granicę turystów było naprawdę niewielu, przekraczaliśmy punkty kontrolne w ogromnej kolejce.
Wyspa jest nizinna, średnia wysokość wyspy to 17 metrów, a najwyższy szczyt - Timah - ma 177 m n.p.m. Dawniej wyspę porastały lasy równikowe i namorzyny, ale wraz z rozwojem i rozbudową miasta roślinność była systematycznie karczowana. Obecnie pozostałości naturalnej roślinności zajmują zaledwie ok. 5% powierzchni kraju i w większość znajdują się w chronionych rezerwatach.
Jednak nie jest aż tak źle, ponieważ terenów zadrzewionych w Singapurze jest blisko 30%, co daje najlepszy wynik wśród wielkich miast na świecie. 
 
 



Singapur od północy omywają wody cieśniny  Johor, która zaledwie dwukilometrowym pasam oddziela kraj od Półwyspu Malajskiego. Od południa wyspy otacza cieśnina Singapurska, która łączy Ciśninę Malakka z Morzem Południowocińskim. Większość wysp Singapuru otaczają rafy koralowe.

 



Ustrój polityczny:
Singapur jest republiką parlamentarną. Władze sprawuje prezydent wybierany w wyborach powszechnych co 6 lat. Parlament jest jednoizbowy, liczy sobie 101 członków, wybieranych na 5-letnie kadencje. Udział w wyborach jest obowiązkowy dla wszystkich mieszkańców Singapuru. Prawo wyborcze wymaga od kandydatów na deputowanych depozytu w wysokości 6,5 tys. dolarów singapurskich. Jeśli dana osoba nie uzyska poparcia większego niż 12,5% depozyt przepada.
W rzeczywistości Singapur jest krajem autorytarnym kierowanym przez Partię Akcji Ludowej, która rządzi krajem nieprzerwanie od wielu lat, a opozycja zazwyczaj nie wprowadza swoich kandydatów do parlamentu. 

Ludność:
Singapur jest drugim (po Monako) najgęściej zaludnionym państwem na świecie. Liczbę ludności szacuje się na blisko 6 mln osób, z czego większość mieszkańców zamieszkuje wyspę Singapur, a na pozostałych wysepkach mieszka jedynie kilkanaście tysięcy osób. 
Jest to państwo dość zróżnicowane etnicznie, choć zdecydowanie największą grupę stanowią osoby mające pochodzenie chińskie ponad 75%.
 



Język:
Singapur ma cztery oficjalne języki urzędowe:

środa, 11 marca 2026

Malezja cz. 11 - Podsumowanie podróży

Langkawi było ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy w Malezji. 
 

Spędziliśmy tam świetne dwa tygodnie. Zobaczyliśmy miejsca fajne i godne polecenia, ale też takie mniej interesujące, szczególnie przez pogodę.



Malezja mi się podobała, choć daleka jestem od pełnego zachwytu - do czołówki ulubionych państw azjatyckich nie udało jej się przebić ;)
Popełniliśmy kilka błędów logistycznych, o których wspomniałam: za krótko na Penang, za długi pobyt w górach, no ale człowiek uczy się na błędach. Przyroda jest tam niesamowita i gdyby nie ta pora roku, to pewnie dużo więcej czasu spędzilibyśmy w dżungli.
 
 
Porównując do innych krajów azjatyckich, w których byłam, w Malezji jest czysto. Nie powiem, że super czysto, bo na śmieci na ulicy można się natknąć nawet w centrum KL, ale  ogólne wrażenie jest ok.
 

Okropne wrażenie zrobiły na mnie baseny, m.in. hotelowe, gdzie napisane wyraźnie jest, jaki strój obowiązuje (oczywiście dostosowany do tamtejszej kultury), ale jak widzi się człowieka, który przychodzi na basen w dresach i polówce, średniej świeżości i tak jak stoi wchodzi do basenu, to ręce opadają. Tak było w basenach hotelowych (nie wszystkich na szczęście), ale też w miejskich kąpieliskach, gdzie tubylcy przyjeżdżali samochodami, wysiadali w ciuchach nawet nie sportowych i tak wchodzili do basenu... Było to na tyle odrażające, że starałam się unikać basenów.





Podróżując samochodem, czy autobusem przez Malezję nie sposób nie zauważyć setek hektarów farm palmowych ciągnących się przy drogach. To plantacje palm olejowych - pokłosie wielkiej wycinki lasów deszczowych i zakładanie plantacji, które po odzyskaniu przez Malezję niepodległości (lata 60-te XX wieku) stały się kluczowym programem walki z ubóstwem. Niestety kosztem naturalnego środowiska :( Wycinka była tak gwałtowna, że w latach 90-tych XX wieku zainterweniować musiały organizacje międzynarodowe i pod ich naciskiem Malezja zobowiązała się do utrzymania minimum 50% pokrywy leśnej kraju, dziś jest to ok. 54-55% powierzchni kraju.
 
 



Jeśli chodzi zaś o olej palmowy to Malezja jest światowym potentatem tego produktu. 35% udział w rynku daje jej 2 miejsce na świecie.
I jeszcze jedna ciekawostka - tylko w Malezji możesz się napić kawy w ZUSie ;) To sieciówka, którą znaleźć można chyba w całym kraju.

No i to chyba tyle o Malezji. Było fajnie, ale czy tu jeszcze wrócę - czas pokaże na razie nie mam takiej potrzeby.
Pożegnanie z Malezją to jednak nie koniec relacji z naszej podróży, pamiętacie, że był jeszcze Singapur? Ale o tym już następnym razem ;)
cdn... 
 

sobota, 7 marca 2026

Malezja cz. 10 - Skuterem po Langkawi

Następnego dnia po przyjeździe odebraliśmy skuter. O procedurach i kosztach pisałam już tu, ale dodam, że taki skuter niewiele pali, paliwo jest tanie ok. 2,00 RM/l, a drogi są bezpieczne. Kierowcy jeżdżą uważnie, a poruszających się jednośladami jest naprawdę sporo. Przez cały czas naszego podróżowania czuliśmy się pewnie i bezpiecznie. Co więcej skuter daje możliwość podjechania dokładnie tam, gdzie się chce, bez obawy, że się gdzieś nie zmieści.
 


Zjeździliśmy praktycznie całą wyspę.
Jedną z najlepszych wypraw jakie tam mieliśmy był wjazd na Sky Bridge. Droga z Kuah do Oriental Village biegnie przez kręte zalesione dróżki, na których największym zagrożeniem są... makaki. Czasem siedzą na poboczu, czasem wylegują się na samym środku drogi - trzeba bardzo uważać, bo czasem wyjazd zza zakrętu może być niezłą niespodzianką.
Oriental Village to "miasteczko" u stóp kolejki linowej, która wwozi turystów w okolice Sky Bridge. To kompleks stylizowany na tradycyjną azjatycka wioskę, gdzie znajdują się kasy biletowe, restauracje, punkty z pamiątkami, sklepy wolnocłowe oraz wiele innych atrakcji. Wielkim plusem skutera jest to, że parkingi dla jednośladów są przy samym wejściu i do tego są bezpłatne. Parkingi dla samochodów znajdują się dalej i są płatne.

 


Droga przez miasteczko wiedzie prosto do kas biletowych do kolejki linowej SkyCab. Kolejka do kasy nie była zbyt długa, ale na wejście do wagonika czekaliśmy 45 minut! Warto wiedzieć, że jest to najbardziej stroma kolejka linowa na świecie, na jednym z odcinków kąt nachylenia wynosi aż 42 stopnie! Całkowita długość liny to 2,2 km, a najdłuższy odcinek między dwoma przęsłami to aż 950 metrów! Wjazd na Gunung Machinchang naprawdę robi wrażenie. 
 





Z stacji dolnej (ok. 0 m. n.p.m.) dojeżdża się najpierw do stacji pośredniej, gdzie można wysiąść i zwiedzić pierwszą, całkiem nowa, bo otwartą w 2024 r., atrakcję Eagle Nest SkyWalk - szklany taras w kształcie orła. 
 

Dalej gondolki dojeżdżają