Następnego dnia, bez żalu, ruszyliśmy dalej. Naszym kolejnym celem było Cameron Highlands (Wyżyna Camerona). Drogą nr 185 to zaledwie 123 km, jakieś 2 godziny podróży. Niestety, po wcześniejszych ulewach droga uległa zniszczeniu i była w trakcie remontu, więc musieliśmy nadrobić drogi - do przejechania mieliśmy ponad 200 km.
Głównym powodem, dla którego turyści przyjeżdżają w te okolice są dwie plantacje herbaty: BOH Tea Garden i Bharat Tea.
BOH Tea Garden jest większa i bardziej znana, bo większość zdjęć z pól herbacianych z Malezji pochodzi właśnie stąd. Nie płaci się tu za wstęp i ponoć bywa w niej więcej turystów. Została założona przez brytyjskiego urzędnika 1929 roku.
Bharat Tea (Cameron Valley) znajduje się przy głównej drodze i już jadąc można podziwiać widok z okna samochodu. Wejście na teren plantacji jest płatne 4 RM, chyba, że chce się skorzystać z podwózki buggyim wtedy dodatkowo trzeba zapłacić 15-20 RM w dwie strony. Jest nieco młodsza, bo powstała 1933 r., a jej założycielem był imigrant z Indii.
Po drodze zauważyliśmy właśnie Cameron Valley i tam się zatrzymaliśmy. Weszliśmy do środka, przeszliśmy się wśród krzewów, zobaczyliśmy niewielki wodospad, napiliśmy się herbaty (niestety słynnych scones'ów z truskawkami nie dostaliśmy ;() i wróciliśmy do samochodu. Całość zajęła nam godzinę!
![]() |
| Cameron Highlands - czy warto? |
Obok była też farma truskawek, więc z ciekawości podeszliśmy jeszcze tam. Okazało się, że to drugi obok herbaty filar gospodarki i turystyki tego regionu. Większość upraw odbywa się w szklarniach i tunelach foliowych, często metodą hydroponiczną (rośliny rosną w rynnach zawieszonych w powietrzu, nie w ziemi). Dużą popularnością, zwłaszcza wśród Malezyjczyków, cieszy się



















































