W czasie naszego pobytu w Maladze wybrałyśmy się do przepięknego wąwozu El Caminito del Rey, czyli na ścieżkę króla. Już podczas poprzedniego pobytu w Maladze, byliśmy tu i wtedy szczegółowo opisywałam historię tego malowniczego miejsca w Parku Narodowym Desfiladero de los Gaitanes.
Tym razem jednak trafiłyśmy na wiele lepszą pogodę, było ciepło, słonecznie, wręcz idealnie.
Do El Chorro dojechałyśmy z Malagi pociągiem (w lecie jeżdżą normalnie), za bilet w dwie strony zapłaciłyśmy 8,50 EUR za osobę, więc kwota zdecydowanie niższa, niż wtedy.
Wyjechałyśmy pociągiem o 9.00 i po mniej więcej półtoragodzinnej podróży wysiadłyśmy na dworcu. Przed stacją jest przystanek autobusowy, z którego autobus kursują wejścia do Caminito del Rey. Dojazd autobusem do tzw. północnego wejścia kosztuje 2,50 EUR i trwa ok. pół godziny, ale autobus podjeżdża też na okoliczne parkingi i stamtąd też zabiera turystów. Nie wiem dlaczego wejście nazywa się północnym, bo tak naprawdę innego nie ma - wchodzi się tylko z tej jednej strony.
Autobus zatrzymuje się przy Embalse Conde de Guadalhorce - malowniczym sztucznym zbiorniku wodnym, który powstał w 1921 roku i przeznaczony jest do zaopatrzenia okolicznych mieszkańców w wodę, irygację pól oraz do produkcji energii elektrycznej. Zbiornik zajmuje obszar 546 hektarów i wykorzystywany jest również jako miejsce rekreacyjno-wypoczynkowe. Są tam zorganizowane kempingi, wyznaczone kąpieliska, wypożyczalnie kajaków i rowerów wodnych, strefy piknikowe, a także szlaki piesze po okolicznych górach i lasach. Miałyśmy trochę czasu, więc przeszłyśmy się po okolicy, ale zbyt wiele się nie działo, bo powłowa maja, to jeszcze jest przed sezonem :)
Do kas Caminito del Rey można dojść na dwa sposoby - przy tamie na zbiorniku jest zejście, jest to trasa nieco dłuża ok. 2,5 km, ale nie wiem o jakim stopniu trudności. Druga to już znana mi z poprzedniego razu ścieżka przez tunel - ok. 1,5 km. Tym razem ścieżka wyglądała nieco inaczej - oświetlona w środku, z wygodnym drewnianym chodnikiem.
Niestety, tamtym razem wejście było dobrze oznakowane, ale przyszła moda na naklejki i cały znak jest praktycznie zaklejony.
Naklejanie takich naklejek to jak dla mnie trochę forma dewastacji. Rozumiem, każdy chce zostawić swój znak "tu byłem", ale bez przesady, a no mogły by być przeznaczone miejsca, albo tablice, a nie zaklejanie znaków, tablic informacyjnych czy opisów. Niestety robi się to coraz bardzie popularne :(
Bilety na ścieżce miałyśmy kupione na 12.30, tym razem była to wycieczka z przewodnikiem. Taki bilet kosztuje 18 EUR, w grupie może być maksymalnie 30 osób, oprowadzanie jest w języku angielskim lub hiszpańskim. I nie polecam !!!
Dlaczego?























.jpg)
































