Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

niedziela, 15 marca 2026

Singapur - co warto wiedzieć

Podczas pobytu w Malezji dotarliśmy do Singapuru, ale zanim opowiem Wam co to za miejsce i dlaczego tak mnie urzekło, żeby tradycji stało się zadość kilka słów wprowadzenia

Dane geograficzne:
Singapur - to państwo-miasto położone na wyspie o tej samej nazwie i kilku mniejszych wyspach. Łączna powierzchnia całego kraju to ponad 730 km², a sama wyspa Singapur ma 576 km² (dla porównania powierzchnia Warszawy to ok. 517 km²). 
Źródło: Internet, Wikipedia

Kraj jednak powoli, ale systematycznie się powiększa na skutek prac prowadzonych nad pozyskaniem lądu z morza. Wyspa jest połączona z Malezją dwoma mostami, na którym usytuowane są przejścia graniczne. Starsze i popularniejsze jest przejście graniczne Woodlands Chceckpoint na północnym moście Causeway. Korzystają z niego głównie tysiące lokalnych mieszkańców dojeżdżających codziennie do pracy, przez co w godzinach szczytu panuje tam ogromny tłum. W czasie kiedy my przekraczaliśmy tę granicę turystów było naprawdę niewielu, przekraczaliśmy punkty kontrolne w ogromnej kolejce.
Wyspa jest nizinna, średnia wysokość wyspy to 17 metrów, a najwyższy szczyt - Timah - ma 177 m n.p.m. Dawniej wyspę porastały lasy równikowe i namorzyny, ale wraz z rozwojem i rozbudową miasta roślinność była systematycznie karczowana. Obecnie pozostałości naturalnej roślinności zajmują zaledwie ok. 5% powierzchni kraju i w większość znajdują się w chronionych rezerwatach.
Jednak nie jest aż tak źle, ponieważ terenów zadrzewionych w Singapurze jest blisko 30%, co daje najlepszy wynik wśród wielkich miast na świecie. 
 
 



Singapur od północy omywają wody cieśniny  Johor, która zaledwie dwukilometrowym pasam oddziela kraj od Półwyspu Malajskiego. Od południa wyspy otacza cieśnina Singapurska, która łączy Ciśninę Malakka z Morzem Południowocińskim. Większość wysp Singapuru otaczają rafy koralowe.

 



Ustrój polityczny:
Singapur jest republiką parlamentarną. Władze sprawuje prezydent wybierany w wyborach powszechnych co 6 lat. Parlament jest jednoizbowy, liczy sobie 101 członków, wybieranych na 5-letnie kadencje. Udział w wyborach jest obowiązkowy dla wszystkich mieszkańców Singapuru. Prawo wyborcze wymaga od kandydatów na deputowanych depozytu w wysokości 6,5 tys. dolarów singapurskich. Jeśli dana osoba nie uzyska poparcia większego niż 12,5% depozyt przepada.
W rzeczywistości Singapur jest krajem autorytarnym kierowanym przez Partię Akcji Ludowej, która rządzi krajem nieprzerwanie od wielu lat, a opozycja zazwyczaj nie wprowadza swoich kandydatów do parlamentu. 

Ludność:
Singapur jest drugim (po Monako) najgęściej zaludnionym państwem na świecie. Liczbę ludności szacuje się na blisko 6 mln osób, z czego większość mieszkańców zamieszkuje wyspę Singapur, a na pozostałych wysepkach mieszka jedynie kilkanaście tysięcy osób. 
Jest to państwo dość zróżnicowane etnicznie, choć zdecydowanie największą grupę stanowią osoby mające pochodzenie chińskie ponad 75%.



Język:
Singapur ma cztery oficjalne języki urzędowe:

środa, 11 marca 2026

Malezja cz. 11 - Podsumowanie podróży

Langkawi było ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy w Malezji. 
 

Spędziliśmy tam świetne dwa tygodnie. Zobaczyliśmy miejsca fajne i godne polecenia, ale też takie mniej interesujące, szczególnie przez pogodę.



Malezja mi się podobała, choć daleka jestem od pełnego zachwytu - do czołówki ulubionych państw azjatyckich nie udało jej się przebić ;)
Popełniliśmy kilka błędów logistycznych, o których wspomniałam: za krótko na Penang, za długi pobyt w górach, no ale człowiek uczy się na błędach. Przyroda jest tam niesamowita i gdyby nie ta pora roku, to pewnie dużo więcej czasu spędzilibyśmy w dżungli.
 
 
Porównując do innych krajów azjatyckich, w których byłam, w Malezji jest czysto. Nie powiem, że super czysto, bo na śmieci na ulicy można się natknąć nawet w centrum KL, ale  ogólne wrażenie jest ok.
 

Okropne wrażenie zrobiły na mnie baseny, m.in. hotelowe, gdzie napisane wyraźnie jest, jaki strój obowiązuje (oczywiście dostosowany do tamtejszej kultury), ale jak widzi się człowieka, który przychodzi na basen w dresach i polówce, średniej świeżości i tak jak stoi wchodzi do basenu, to ręce opadają. Tak było w basenach hotelowych (nie wszystkich na szczęście), ale też w miejskich kąpieliskach, gdzie tubylcy przyjeżdżali samochodami, wysiadali w ciuchach nawet nie sportowych i tak wchodzili do basenu... Było to na tyle odrażające, że starałam się unikać basenów.





Podróżując samochodem, czy autobusem przez Malezję nie sposób nie zauważyć setek hektarów farm palmowych ciągnących się przy drogach. To plantacje palm olejowych - pokłosie wielkiej wycinki lasów deszczowych i zakładanie plantacji, które po odzyskaniu przez Malezję niepodległości (lata 60-te XX wieku) stały się kluczowym programem walki z ubóstwem. Niestety kosztem naturalnego środowiska :( Wycinka była tak gwałtowna, że w latach 90-tych XX wieku zainterweniować musiały organizacje międzynarodowe i pod ich naciskiem Malezja zobowiązała się do utrzymania minimum 50% pokrywy leśnej kraju, dziś jest to ok. 54-55% powierzchni kraju.
 
 



Jeśli chodzi zaś o olej palmowy to Malezja jest światowym potentatem tego produktu. 35% udział w rynku daje jej 2 miejsce na świecie.
I jeszcze jedna ciekawostka - tylko w Malezji możesz się napić kawy w ZUSie ;) To sieciówka, którą znaleźć można chyba w całym kraju.

No i to chyba tyle o Malezji. Było fajnie, ale czy tu jeszcze wrócę - czas pokaże na razie nie mam takiej potrzeby.
Pożegnanie z Malezją to jednak nie koniec relacji z naszej podróży, pamiętacie, że był jeszcze Singapur? Ale o tym już następnym razem ;)
cdn... 
 

sobota, 7 marca 2026

Malezja cz. 10 - Skuterem po Langkawi

Następnego dnia po przyjeździe odebraliśmy skuter. O procedurach i kosztach pisałam już tu, ale dodam, że taki skuter niewiele pali, paliwo jest tanie ok. 2,00 RM/l, a drogi są bezpieczne. Kierowcy jeżdżą uważnie, a poruszających się jednośladami jest naprawdę sporo. Przez cały czas naszego podróżowania czuliśmy się pewnie i bezpiecznie. Co więcej skuter daje możliwość podjechania dokładnie tam, gdzie się chce, bez obawy, że się gdzieś nie zmieści.
 


Zjeździliśmy praktycznie całą wyspę.
Jedną z najlepszych wypraw jakie tam mieliśmy był wjazd na Sky Bridge. Droga z Kuah do Oriental Village biegnie przez kręte zalesione dróżki, na których największym zagrożeniem są... makaki. Czasem siedzą na poboczu, czasem wylegują się na samym środku drogi - trzeba bardzo uważać, bo czasem wyjazd zza zakrętu może być niezłą niespodzianką.
Oriental Village to "miasteczko" u stóp kolejki linowej, która wwozi turystów w okolice Sky Bridge. To kompleks stylizowany na tradycyjną azjatycka wioskę, gdzie znajdują się kasy biletowe, restauracje, punkty z pamiątkami, sklepy wolnocłowe oraz wiele innych atrakcji. Wielkim plusem skutera jest to, że parkingi dla jednośladów są przy samym wejściu i do tego są bezpłatne. Parkingi dla samochodów znajdują się dalej i są płatne.

 


Droga przez miasteczko wiedzie prosto do kas biletowych do kolejki linowej SkyCab. Kolejka do kasy nie była zbyt długa, ale na wejście do wagonika czekaliśmy 45 minut! Warto wiedzieć, że jest to najbardziej stroma kolejka linowa na świecie, na jednym z odcinków kąt nachylenia wynosi aż 42 stopnie! Całkowita długość liny to 2,2 km, a najdłuższy odcinek między dwoma przęsłami to aż 950 metrów! Wjazd na Gunung Machinchang naprawdę robi wrażenie. 
 





Z stacji dolnej (ok. 0 m. n.p.m.) dojeżdża się najpierw do stacji pośredniej, gdzie można wysiąść i zwiedzić pierwszą, całkiem nowa, bo otwartą w 2024 r., atrakcję Eagle Nest SkyWalk - szklany taras w kształcie orła. 
 

Dalej gondolki dojeżdżają

wtorek, 3 marca 2026

Malezja cz. 9 - Wyspa Langkawi

Samochód oddawaliśmy na wyspie Penang i dzięki temu mogliśmy przejechać przez cieśninę między wyspą a stałym lądem Mostem Sułtana Abdula Halima Muadzama Shaha, o którym pisałam wcześniej. Zdążyliśmy oddać auto tak, żeby zdążyć na samolot na wyspę Langkawi - naszą ostatnią część podróży.
 
 
Langkawi jest główną wyspą archipelagu o tej samej nazwie, w skład którego wchodzi ok. 100 wysp. Główna wyspa ma ok. 320 km² powierzchni i jest świetnym miejscem na odpoczynek. Są tu zielone lasy, piaszczyste plaże, rezerwaty przyrody, pyszne jedzenie. Miejsce dla tych, którzy lubią zabawę i imprezy, ale też dla takich co cenią spokój. A do tego strefa wolnocłowa ;)
 
 
Lot z Penang na Langkawi trwał od startu do lądowania całe 19 minut - jak do tej pory mój najkrótszy lot ;)

Na wyspie wylądowaliśmy pod wieczór, zamówiliśmy Graba, nasz hotel mieścił się w największym mieście wyspy czyli w Kuah, oddalonym o 15 km od lotniska . Wybraliśmy fajny obiekt z widokiem na miasto i lokalne bajorko, które zupełnie inaczej prezentowało się w czasie przypływu i odpływu.
 



Właściwie od razu po przylocie ruszyliśmy zwiedzać miasto, a przynajmniej okolice hotelu i to co dało się zobaczyć na pieszo. Pierwsze co się rzuciło się nam w oczy, to całkowity brak przejść dla pieszych. Przy dwu-, trzypasmowych jezdniach, pieszy musi sobie jakoś radzić ;)
Żeby poruszać się nawet w dalsze części miasta trzeba mieć jakiś środek transportu, bo na całej wyspie nie ma komunikacji publicznej! Dlatego też od razu udaliśmy się na poszukiwania wypożyczalni skuterów i umówiliśmy się na następny dzień rano na jego odbiór. 
 

Samo Kuah słynie przede wszystkim z dużego portu Kuah Jetty, z którego promy odpływają nie tylko do różnych miejsc w Malezji, ale i do Tajlandii, do której jest nieco bliżej niż macierzystego lądu. A skoro promy i granica, to oczywiście

sobota, 28 lutego 2026

Malezja cz. 8 - Cameron Highlands

Następnego dnia, bez żalu, ruszyliśmy dalej. Naszym kolejnym celem było Cameron Highlands (Wyżyna Camerona). Drogą  nr 185 to zaledwie 123 km, jakieś 2 godziny podróży. Niestety, po wcześniejszych ulewach droga uległa zniszczeniu i była w trakcie remontu, więc musieliśmy nadrobić drogi - do przejechania mieliśmy ponad 200 km.

Głównym powodem, dla którego turyści przyjeżdżają w te okolice są dwie plantacje herbaty: BOH Tea Garden i Bharat Tea.
BOH Tea Garden jest większa i bardziej znana, bo większość zdjęć z pól herbacianych z Malezji pochodzi właśnie stąd. Nie płaci się tu za wstęp i ponoć bywa w niej więcej  turystów. Została założona przez brytyjskiego urzędnika 1929 roku.
Bharat Tea (Cameron Valley) znajduje się przy głównej drodze i już jadąc można podziwiać widok z okna samochodu. Wejście na teren plantacji jest płatne 4 RM, chyba, że chce się skorzystać z podwózki buggyim wtedy dodatkowo trzeba zapłacić 15-20 RM w dwie strony. Jest nieco młodsza, bo powstała 1933 r., a jej założycielem był imigrant z Indii.
 



Po drodze zauważyliśmy właśnie Cameron Valley i tam się zatrzymaliśmy. Weszliśmy do środka, przeszliśmy się wśród krzewów, zobaczyliśmy niewielki wodospad, napiliśmy się herbaty (niestety słynnych scones'ów z truskawkami nie dostaliśmy ;() i wróciliśmy do samochodu. Całość zajęła nam godzinę!
Cameron Highlands - czy warto?


Obok była też farma truskawek, więc z ciekawości podeszliśmy jeszcze tam. Okazało się, że to drugi obok herbaty filar gospodarki i turystyki tego regionu. Większość upraw odbywa się w szklarniach i tunelach foliowych, często metodą hydroponiczną (rośliny rosną w rynnach zawieszonych w powietrzu, nie w ziemi). Dużą popularnością, zwłaszcza wśród Malezyjczyków, cieszy się