Następnego dnia po przyjeździe odebraliśmy skuter. O procedurach i kosztach pisałam już tu, ale dodam, że taki skuter niewiele pali, paliwo jest tanie ok. 2,00 RM/l, a drogi są bezpieczne. Kierowcy jeżdżą uważnie, a poruszających się jednośladami jest naprawdę sporo. Przez cały czas naszego podróżowania czuliśmy się pewnie i bezpiecznie. Co więcej skuter daje możliwość podjechania dokładnie tam, gdzie się chce, bez obawy, że się gdzieś nie zmieści.
Jedną z najlepszych wypraw jakie tam mieliśmy był wjazd na Sky Bridge. Droga z Kuah do Oriental Village biegnie przez kręte zalesione dróżki, na których największym zagrożeniem są... makaki. Czasem siedzą na poboczu, czasem wylegują się na samym środku drogi - trzeba bardzo uważać, bo czasem wyjazd zza zakrętu może być niezłą niespodzianką.
Oriental Village to "miasteczko" u stóp kolejki linowej, która wwozi turystów w okolice Sky Bridge. To kompleks stylizowany na tradycyjną azjatycka wioskę, gdzie znajdują się kasy biletowe, restauracje, punkty z pamiątkami, sklepy wolnocłowe oraz wiele innych atrakcji. Wielkim plusem skutera jest to, że parkingi dla jednośladów są przy
samym wejściu i do tego są bezpłatne. Parkingi dla samochodów znajdują
się dalej i są płatne.
Droga przez miasteczko wiedzie prosto do kas biletowych do kolejki linowej SkyCab. Kolejka do kasy nie była zbyt długa, ale na wejście do wagonika czekaliśmy 45 minut! Warto wiedzieć, że jest to najbardziej stroma kolejka linowa na świecie, na jednym z odcinków kąt nachylenia wynosi aż 42 stopnie! Całkowita długość liny to 2,2 km, a najdłuższy odcinek między dwoma przęsłami to aż 950 metrów! Wjazd na Gunung Machinchang naprawdę robi wrażenie.
Z stacji dolnej (ok. 0 m. n.p.m.) dojeżdża się najpierw do stacji pośredniej, gdzie można wysiąść i zwiedzić pierwszą, całkiem nowa, bo otwartą w 2024 r., atrakcję Eagle Nest SkyWalk - szklany taras w kształcie orła.
Dalej gondolki dojeżdżają do stacji górnej (708 m n.p.m.). Znajdują się tu dwa tarasy widokowe z malowniczymi widokami, a stąd już blisko na Sky Bridge. To jeden z najdłuższych na świecie zakrzywionych mostów podwieszanych, ma 125 metrów długości, a całość opiera się tylko na jednym pylonie. Budowla robi ogromne wrażenie, zwłaszcza, że znajduje się ok. 660 m n.p.m. Na most można dostać się na dwa sposoby: ścieżką i schodami przez las (10-15 minut spaceru) lub szklaną, zatłoczoną windą, do której trzeba stać w kilkunastominutowej kolejce. Dla nas wybór jest prosty ;)
Spacer po moście jest niesamowitym przeżyciem - idąc, cały czas czuje się, że konstrukcja się porusza, jakby płynęła. Do tego na podłodze znajduje się kilka szklanych płyt, przez które można spojrzeć w przepaść.
Podczas naszego pobytu za wjazd kolejką zapłaciliśmy 90 RM, w tym był wliczony wstęp na ścieżkę. Za windę trzeba było dopłacić 20 RM. Są inne bilety, które oferują tylko wycieczkę kolejką, a na górze trzeba dokupić wejście na ścieżkę. Za bilet na szklany taras też trzeba dodatkowa zapłacić.
W cenę biletu były wliczone atrakcje w miasteczku, ale skorzystaliśmy tylko z jednej. Za to bardzo fajnej.
3D Art in Paradise Langkawi
jedno z największych na świecie muzeów sztuki interaktywnej 3D. Jest to
idealne miejsce na zabawne zdjęcia które dzięki złudzeniu optycznemu
wyglądają, jakbyś stał wewnątrz obrazu. Muzeum jest naprawdę spore,
rozłożone na 3 pietrach i podzielone na 9 stref tematycznych.
Spędzilismy tam chyba z 1,5 godziny, bawiliśmy się wyśmienicie i mamy
stamtąd naprawdę dużo śmiesznych zdjęć!
Kilkaset metrów od dolnej stacji kolejki znajduje się jeden z najsłynniejszych wodospadów na wyspie - Telaga Tujuh, czyli Wodospad Siedmiu Studni. Nazwa pochodzi od siedmiu naturalnych basenów wyżłobionych w skale przez płynaca wodę. Według legend to ulubione miejsce kąpieli leśnych wróżek ;)
Przed wejściem na ścieżkę wiodąca do wodospadów jest parking, kilka sklepów z pamiątkami i kilka barów, a dalej wejście na trasę. Wejście dla obcokrajowców kosztuje 10 RM i dodatkowo trzeba wpisać się w księdze gości, a przy zejściu wpisać godzinę zejścia, żeby strażnicy wiedzieli, czy nikt nie został w nocy w dżungli. Już od początku wiesz z czym się musisz zmierzyć - jedynie 600 schodów prowadzi do górnej części, gdzie są najfajniejsze warunki do kąpieli i zabawy.
Po krótkiej wspinaczece można odbić na dolną część do podnóża wodospadu. My trafiliśmy i w jedno i w drugie miejsce i szczerze mówiąc mieliśmy ochotę iść dalej, bo dalej trasa wiedzie aż na szczyt Gunung Machinchang w okolice Sky Bridge. Niestety byliśmy tam już popołudniu, a od górnych wodospadów na szczyt trasa to ok. 2-3 godziny wspinaczki po stromej ścieżce dżungli. Nie mielibyśmy szans wrócić przed zmrokiem.
W czasie naszych wycieczek skuterem po wyspie trafiliśmy też na ciekawy wodospad Air Terjun Temurun - najwyższy wodospad na Langkawi. Ma aż 115 metrów wysokości, ale dojście do niego jest łagodniejsze niż na Telaga Tujuh. Niestety, w tej części Malezji deszczów było mało, wiec wodospad nie wyglądał zbyt okazale.
Po drugiej stronie ulicy znajduje się za to sztuczny wodospad, który wśród dzikiej przyrody wokół wygląda wręcz nienaturalnie.
Będąc na Langkawi, na zakończenie naszej podróży po Malezji, chcieliśmy też trosze odpocząć więc znaleźliśmy też czas na plażowanie.
Zaczęliśmy od najbardziej wysuniętej na północ plaży Tanjung Rhu, na
samym jej cyplu . Plaża bardzo przyjemna, szeroka, piaszczysta, z
infrastrukturą: gastronomia, toalety, możliwość wypożyczenia SUPa, deski
czy kajaka. Ciekawie wyglądają wyrastające z wody wapienne wysepki, na
morzu ruch jest spory.
To właśnie w tej części wyspy znajdują się przystanie, skąd turyści wyruszają na oglądanie lasów namorzynowych (mangrowce). My nie zdecydowaliśmy się na taki rejs, bo już podobne atrakcje zwiedzaliśmy, więc tylko pospacerowaliśmy wśród pokręconych korzeni drzew.
To właśnie w tej części wyspy znajdują się przystanie, skąd turyści wyruszają na oglądanie lasów namorzynowych (mangrowce). My nie zdecydowaliśmy się na taki rejs, bo już podobne atrakcje zwiedzaliśmy, więc tylko pospacerowaliśmy wśród pokręconych korzeni drzew.
Kilkaset metrów na południe od plaży, można skręcić w drogę jadącą do hotelu i przed wjazdem do tego resortu można zjechać na inną część tej plaży. Jest to miejsce, gdzie nie ma żadnych udogodnień - po prostu dzika plaża. Spędzilismy na niej pół dnia, a oprócz nas było dosłownie kilka osób, cisza spokój. Cudowne miejsce na odpoczynek i naładowanie baterii.
Z kolei w wypożyczalni skuterów polecono na plażę Pasir Tengkorak, niedaleko wodospadu Temung. Plaża ładna, choć naprawdę nieduża, a chyba wielu osobom polecana, bo było dużo ludzi. Jest jednak mało komfortowa, bo okolicę oblegają małpy i nawet na moment nie można zostawić rzeczy, bo kradną.
Odwiedziliśmy jeszcze dwie plaże - najbardziej znane i
oblegane, plaże na południu wyspy Pantai Cenang, z której
uciekliśmy bardzo szybko - mnóstwo ludzi, skutery wodne, inne wodne
atrakcje, typu "banany" czy paralotnie, bary, gwar i hałas. A jeszcze
trwały przygotowania do Sylwestra, więc tym bardziej trzeba było stamtąd
uciekać.
Kawałek dalej, tuż za klifem jest plaża Tengah, nieco spokojniejsza, z restauracjami przy plaży, więc tu też trochę czasu spędziliśmy.
Langkawi jest naprawdę świetnym miejscem na wypoczynek. Myślę, że 3-5 dni to idealny czas na pobyt na wyspie, a skuter jest idealnym środkiem transportu.





























































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz