Prosto z Dubrownika wylecieliśmy do Aten, gdzie były start naszej morskiej wyprawy.
W Atenach spędziliśmy jedno popołudnie i nie planowaliśmy żadnego zwiedzania. Byliśmy tu w 2017, więc teraz chcieliśmy sobie tylko pospacerować, poprzypominać i poczuć atmosferę miasta. Ponieważ ponownie mieszkaliśmy w okolicy placu Omonia, więc łatwo było się zorientować. Ruszyliśmy więc w stronę Akropolu. Tym razem też zatrzymaliśmy się na targu, ale na coś do zjedzenia - w takim miejscach można zjeść dobrze i świeżo. A wieczorem spotkaliśmy się z częścią naszej ekipy.
Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy do mariny. Dotarliśmy z przygodami, bo kapitan podał nam złą nazwę (brzmiały podobnie), ale w końcu się udało, odebraliśmy nasze łódki i cierpliwie czekaliśmy na resztę ekipy, która dolatywała dopiero w sobotę wieczorem.
Za późno było, żeby wypływać, więc pierwszą noc spędziliśmy w porcie, nocując oczywiście na jachtach. Kajutę mieliśmy 2-osobową z łazienką i takim widokiem ;)
Na drugi dzień po śniadaniu wypłynęliśmy na wody Zatoki Sarońskiej.
Pierwszy nasz przystanek był niedaleko, na wyspie Egina w małym porcie Agia. Miasteczko małe, przyjemne, fajne restauracje. Nad miasteczkiem góruje Świątynia Aphaia, a ze wzgórza, na którym się znajduje, rozciąga się piękny widok na okolicę.
W Agia wypożyczyliśmy sobie skuter i dzięki temu mogliśmy zwiedzić spory kawałek wyspy - dojechaliśmy na zachodni kraniec wyspy do miejscowości Egina, po drodze znajdują takie urocze zakątki.






















































