Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

sobota, 18 lipca 2026

Między Budą a Pesztem, czyli weekend w Budapeszcie, cz. 1 Pierwsze wrażenia

Na fali kwietniowych wydarzeń na Węgrzech, niesiona optymizmem, spontanicznie kupiłam bilety do Budapesztu. 
 

W sumie to już od dawna chcieliśmy zobaczyć to miasto. Dawno, dawno temu, jak nie miałam jeszcze 4 lat, moja mama była tam na wycieczce i potem przez wiele lat wspominała jak tam pięknie. Zresztą dwa lata temu i dalej była pod wrażeniem :)
A my tak planowaliśmy, planowaliśmy i niewiele nam z tego wychodziło. Aż do dnia ogłoszenia zmiany władzy na Węgrzech.
 

Nasz wyjazd zaplanowaliśmy na przedłużony czerwcowy weekend. Lot z Wrocławia, to niecała godzina, więc na miejscu byliśmy dość szybko. 
Hotel wybraliśmy sobie po stronie Budy, ale nie w samym centrum. Zdecydowaliśmy się na obiekt z 50-metrowym basenem zewnętrznym, ale na miejscu się okazało, że oprócz niego jest jeszcze jeden 25-metrowy, a do tego drugi 50-metrowy basen kryty i do tego całe zaplecze, którego hotel był częścią. 






Nie ma co się dziwić, w końcu pływanie to na Węgrzech bardzo popularny sport i okazuje się, że ponad 80% mieszkańców tego kraju potrafi pływać!

Z lotniska do hotelu jechaliśmy taksówką i moim pierwszym wrażeniem było porównanie z Azją - małe budynki zarośnięte bujną roślinnością, bałagan, nieład. Niestety to uczucie towarzyszyło mi potem często. Z jednej strony fantastyczne zabytki, miejsca zadbane, wyremontowane, pełne przepychu. Z drugiej - jeśli odejdzie się nieco od centrum, tam, gdzie dociera mniej turystów to ukazuje się brud i zaniedbanie. Szczerze mówiąc przypominał mi się Wrocław z lat 90. i miałam wrażenie, że to miasto własnie wtedy się zatrzymało. To było jedno chyba z największych zaskoczeń. 
 

Co jeszcze nas zdziwiło? Na pewno ceny, nie spodziewałam się, że będzie aż tak drogo. Jedzenie w barach czy restauracjach nie dość, że sporo kosztuje to w większości do ceny posiłku dopisywana jest kwota za obsługę wysokości 10-15% rachunku, często bez wcześniejszej informacji. 
 
Jedliśmy w kilku różnych miejscach, różne danie i wszędzie ceny były wyższe niż w Polsce, a nawet droższe niż w południowej Europie. Np skarpetki  tego typu w Maladze były po 7 EUR
 

Do hotelu dojechaliśmy późnym popłudniem, zostawiliśmy rzeczy i wszyliśmy coś zjeść, było przed 19.00 i w całej okolicy