Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

piątek, 14 sierpnia 2026

Między Budą a Pesztem, czyli weekend w Budapeszcie, cz. 5 Budapeszt mniej oczywisty

Oczywiście Budapeszt to sporo więcej ponad opisane już przeze mnie atrakcje i zabytki, ale pewnie z części tu opisanych nie skorzystalibyśmy, gdyby nie Budapest Card, która - jak już wspomniałam - nie do końca pokazuje turystom kluczowe miejsca.
 

Zacznijmy od rejsu po Dunaju. Pewnie wybralibyśmy się na niego również bez karty, ale tu akurat Budapest Card oferuje aż cztery opcje do wyboru. Oczywiście można skorzystać tylko z jednej i oferta nie obejmuje rejsów wieczornych, ale rejs w ciągu dnia jest również bardzo atrakcyjny.
Zdecydowaliśmy się na: "Zwiedzanie miasta statkiem Legenda Duna Bella" - to jeden z najwyżej ocenianych dziennych rejsów widokowych w Budapeszcie. 
 
 

Bez Budapest Card koszt takiej atrakcji to 20 EUR za osobę dorosłą. W cenę wliczone są dwa napoje - pierwszy na początku rejsu (do wyboru wino, szampan, piwo, napój gazowany lub woda) i drugi w drodze powrotnej  - lemoniada Duna Bella. W cenie jest też audioprzewodnik w 30 językach, w tym po polsku. Operator tych łodzi jako jedyny oferuje słuchawki zamiast ogólnych głośników, więc każdy może słuchać w wybranym przez siebie języku. Fajnie jest, że zamiast podawania suchych faktów nagrania zawierają opowieść o mieście - jeden lektor opowiada o Budzie, drugi o Peszcie, a cała opowieść fajnie się przeplata.







Rejs trwa 70 minut, a statek przepływa przez samo centrum miasta, po drodze mijając wszystkie najważniejsze obiekty.  Płynąc na północ, statek opływa Wyspę Małgorzaty i zatrzymuje się na przystani, gdzie można wysiąść, zwiedzić wyspę i wrócić kolejnym statkiem tego samego operatora w ramach jednego biletu. My jednak nie wysiadaliśmy, bo wyspę mieliśmy zaplanowaną na kolejny dzień. 
Wyspa św. Małgorzaty ma blisko 96 ha i jest najpopularniejszym parkiem miejskim w całym Budapeszcie. Łączy bogatą historię z infrastrukturą rekreacyjną i sportową. Wyspa ma ok. 2,5 km długości i 500 metrów szerokości w najszerszym miejscu. Nazwę nadano jej na cześć św. Małgorzaty, córki króla Beli, która spędziła na wyspie większość swojego życia w tutejszym klasztorze dominikanek w XIII wieku. Obecnie z klasztoru pozostały ruiny, obok których znajduje się symboliczny grób Małgorzaty.


Wyspa jest niemal w całości strefą wolną od samochodów - wjazd mają tylko

niedziela, 9 sierpnia 2026

Między Budą a Pesztem, czyli weekend w Budapeszcie, cz. 4: Parlament w Budapeszcie

Miejscem, które robi chyba największe wrażenie na wszystkich turystach przyjeżdżających do Budapesztu jest budynek węgierskeigo Parlamentu. To jeden z najbardziej ikonicznych i okazałych gmachów rządowych na świecie.
 

Niestety przed wyjazdem na Węgry nie udało nam się kupić biletów przez internet, pomyśleliśmy jednak, że może na miejscu będzie taka możliwość, a jak nie to przynajmniej zobaczymy tę perełkę architektoniczną z bliska. Bo naprawdę jest co podziwiać. 
 



Ten oddany do użytku w 1904 r. neogotycki obiekt jest największym budynkiem na Węgrzech: ma 268 metrów długości, 123 metry szerokości i 96 metrów wysokości. Kryje w sobie prawie 700 pomieszczeń, 10 dziedzińców i 29 klatek schodowych, których łącza długość wynosi blisko 29 km!!! Jest to drugi pod względem wielkości budynek parlamentu w Europie.
 




Robi ogromne wrażenie z zewnątrz, nie tylko gdy się na niego patrzy z drugiej strony Dunaju.
Na miejscu w informacji dowiedzieliśmy się, że mimo że bilety on-line są wyprzedane, każdego ranka jest jeszcze pula ok 300-400 biletów, które można od ręki kupić. Jasne dla nas było, że kolejnego dnia meldujemy się w kasie "skoro świt". No dobra, bez przesady, ale gdy dotarliśmy kolejnego dnia na miejsce, kasa była jeszcze zamknięta, ale kolejkę zauważyliśmy już z daleka. Na szczęście po blisko godzinnym staniu udało nam się załapać. Dla mieszkańców UE bilet kosztuje 7.000 HUF (83 zł), a dla pozostałych dwa razy drożej. Oczywiście w tym wypadku Budapest Card nie ma żadnego zastosowania.
Jednak warto wydać te pieniądze, bo zwiedzanie parlamentu w Budapeszcie to jest absolutny "must have". Było to najlepsze miejsce w tym mieście, jakie zwiedzaliśmy. 
 




Przejście wyznaczoną trasą w północnym skrzydle (bo wiadomo, że całego budynku zwiedzać nie można) trawa ok. 1 godzinę  i odbywa się wyłącznie z przewodnikiem lub audioprzewodnikiem. Wśród wielu języków jest też audioprzewodnik w języku polskim, więc nie ma problemu, żeby wszystko zrozumieć.
Wycieczka rozpoczyna się od wejścia po bogato zdobionych schodach, z misternymi freskami na suficie, witrażami i złoceniami. 


Dalej dochodzi się na Wielką Klatkę Schodową. To jedno z najbardziej spektakularnych miejsc wewnątrz tego budynku. Miejsce używane jest przede wszystkim podczas podejmowania bardzo ważnych gości i delegacji. Głównym elementem są

wtorek, 4 sierpnia 2026

Między Budą a Pesztem, czyli weekend w Budapeszcie, cz. 3: Peszt

Skoro pierwszego dnia pobytu skupiliśmy się na Budzie, naturalnym było udanie się kolejnego dnia do Pesztu
 

Oba brzegi Dunaju bardzo się od siebie różnią i to nie tylko ukształtowaniem terenu. Buda jest mocno zalesiona i górzysta, podczas gdy Peszt jest zupełnie płaski i gęsto zabudowany. Buda kojarzy się z dzielnicami mieszkaniowym, willami, parkami i uzdrowiskami, Peszt to dzielnica bardziej industrialna, tętniąca życiem, rozrywkowa. 
Buda

Peszt

Peszt

Już od początku istnienia tych dwóch miast podział był wyraźny - kiedy na zamku w Budzie mieszkali władcy, a całą okolicę zamieszkiwali możni, Peszt rozwijał się jako miasto rzemieślników. Później, w XVIII i XIX wieku, Buda byłą miastem konserwatywnym, lojalnych wobec Austrii, zamieszkiwanym przez urzędników i arystokrację, podczas kiedy Peszt stawał się miastem liberalnym, wielonarodowym i wielokulturowym.
Oczywiście oba miasta, znajdujące się po dwóch stronach rzeki, nie były ze sobą połączone. W zimie, gdy Dunaj zamarzał było możliwe przejście, ale w pozostałych porach roku trzeba było przeprawiać się łodziami.
Pierwszy stały, kamienny most łączący Budę i Peszt  - Most Łańcuchowy - otwarty został w 1849 roku i  wówczas był jednym z najnowocześniejszych i największych mostów wiszących na świecie. Do dziś stanowi najważniejszy symbol zjednoczenia i tożsamości miasta.
 

Przez most przeszliśmy pieszo zachwycając się widokami na obie strony. 
Pierwszym miejscem do którego się skierowaliśmy był budynek Parlamentu. Budowla jest tak niesamowita i robi tak ogromne wrażenie, że postanowiłam poświęcić jej oddzielny post.
Po spacerze wokół Parlamentu skierowaliśmy się do Bazyliki św. Stefana. To największy kościół w Budapeszcie jedna z najważniejszych świątyń na Węgrzech. 
 

Bazylika wznosi ma wysokość 96 metrów, ta liczba ma symboliczne znaczenie, ale więcej o tym jeszcze będzie ;) 
Świątynię budowano ją bardzo długo, bo ponad 50 lat. Podczas prac, z powodów błędów konstrukcyjnych i silnej burzy, zawaliła się się całkowicie jej centralna kopuła. Wnętrze kościoła jest bardzo bogate, a do jego wykończenia zużyto ponad 50 gatunków marmuru i 40 kg złota.



Mimo to, większe wrażenie zrobił na mnie wnętrze kościoła św. Macieja na Wzgórzu Zamkowym.
Oprócz zwiedzania samej nawy głównej, można  też zejść do skarbca i  na taras widokowy, ale tyle widoków z góry już mieliśmy, że doszliśmy do wniosku, że wystarczy. 
Wstęp do Bazyliki kosztuje