Oczywiście Budapeszt to sporo więcej ponad opisane już przeze mnie atrakcje i zabytki, ale pewnie z części tu opisanych nie skorzystalibyśmy, gdyby nie Budapest Card, która - jak już wspomniałam - nie do końca pokazuje turystom kluczowe miejsca.
Zacznijmy od rejsu po Dunaju. Pewnie wybralibyśmy się na niego również bez karty, ale tu akurat Budapest Card oferuje aż cztery opcje do wyboru. Oczywiście można skorzystać tylko z jednej i oferta nie obejmuje rejsów wieczornych, ale rejs w ciągu dnia jest również bardzo atrakcyjny.
Zdecydowaliśmy się na: "Zwiedzanie miasta statkiem Legenda Duna Bella" - to jeden z najwyżej ocenianych dziennych rejsów widokowych w Budapeszcie.
Bez Budapest Card koszt takiej atrakcji to 20 EUR za osobę dorosłą. W cenę wliczone są dwa napoje - pierwszy na początku rejsu (do wyboru wino, szampan, piwo, napój gazowany lub woda) i drugi w drodze powrotnej - lemoniada Duna Bella. W cenie jest też audioprzewodnik w 30 językach, w tym po polsku. Operator tych łodzi jako jedyny oferuje słuchawki zamiast ogólnych głośników, więc każdy może słuchać w wybranym przez siebie języku. Fajnie jest, że zamiast podawania suchych faktów nagrania zawierają opowieść o mieście - jeden lektor opowiada o Budzie, drugi o Peszcie, a cała opowieść fajnie się przeplata.
Rejs trwa 70 minut, a statek przepływa przez samo centrum miasta, po drodze mijając wszystkie najważniejsze obiekty. Płynąc na północ, statek opływa Wyspę Małgorzaty i zatrzymuje się na przystani, gdzie można wysiąść, zwiedzić wyspę i wrócić kolejnym statkiem tego samego operatora w ramach jednego biletu. My jednak nie wysiadaliśmy, bo wyspę mieliśmy zaplanowaną na kolejny dzień.
Wyspa św. Małgorzaty ma blisko 96 ha i jest najpopularniejszym parkiem miejskim w całym Budapeszcie. Łączy bogatą historię z infrastrukturą rekreacyjną i sportową. Wyspa ma ok. 2,5 km długości i 500 metrów szerokości w najszerszym miejscu. Nazwę nadano jej na cześć św. Małgorzaty, córki króla Beli, która spędziła na wyspie większość swojego życia w tutejszym klasztorze dominikanek w XIII wieku. Obecnie z klasztoru pozostały ruiny, obok których znajduje się symboliczny grób Małgorzaty.
Wyspa jest niemal w całości strefą wolną od samochodów - wjazd mają tylko autobusy miejskie, samochody i taksówki dowożące gości do hoteli w północnej części.
Całą teren można zwiedzać pieszo, autobusem linii 26, który kursuje wzdłuż wyspy łącząc dwa mosty - od południa Most Małgorzaty i od północy Most Árpáda, można też wynająć rowery wieloosobowe lub hulajnogi elektryczne.
Wyspa podzielona jest na kilka stref, oferując każdemu coś dla siebie. Dla tych co wolą spokój są rozległe trawniki idealne na pikniki, stuletnie platany, ogrody tematyczne Różany i Japoński, czy tańczące fontanny. W centrum wyspy można wspiąć się na Wieżę Wodną z 1911 r., wpisaną na listę UNESCO (wstęp na Budapest Card) lub wybrać się na koncert, w przyległej do wieży muszli koncertowej.
Osoby lubiące sport mogą skorzystać z gumowo-tartanowej ścieżki biegowej, która wije się dookoła wyspy. Znajduje się tu również stadion lekkoatletyczny i narodowy kompleks pływacki.
Termy to kolejna ciekawostka Budapesztu. Obecnie działa tam kilkanaście kompleksów łaźni termalnych, z czego 9 to historyczne i ogólnodostępne kąpieliska miejskie. Łącznie w granicach miasta znajduje się ponad 120 źródeł termalnych co czyni ze stolicy Węgier "Miasto Uzdrowisk".
Gdy byliśmy we wcześniej opisywanym Lasku Miejskim, chcieliśmy odwiedzić Termy Széchenyi - największy w Europie kompleks termalny. Nawet Budapest Card daje tam 20% rabatu, ale gdy tylko weszliśmy do budynku i wyjrzeliśmy przez okno, od razu nam się odechciało. Ludzi było tak dużo, że nie zdecydowaliśmy się na wejście do środka.
Wróciliśmy za to w okolice naszego hotelu, skąd kilkadziesiąt metrów mieliśmy do innych słynnych łaźni - Term Lukás. Jest to miejsce mniej turystyczne, mimo że na Budapest Card wejście jest bezpłatne. Miejsce to jest cenione przez mieszkańców miasta i kuracjuszy z całych Węgier.
Nie jest to obiekt nowoczesny, ale bardzo fajnie utrzymany, spokojny i przyjemny. Znaleźć tam można trzy niecki zewnętrzne, dwie chłodniejsze, do pływania, jedna ciepła z jacuzzi i biczami wodnym, a do tego kilka niecek wewnątrz, w wodą o temperaturze od 32°C do 40°C Woda w tych termach jest bogata w magnez, siarkę i wapń. Spędziliśmy tam fajny czas i jak będziecie w Budapeszcie to warto skorzystać z oferty term.
Do kolejnego miejsca, które chcę polecić nie dotarlibyśmy, gdyby nie Budapest Card. I z tego co zauważyłam niewielu turystów tam dociera. Zugliget to zielona górzysta dzielnica Budapesztu położona na Wzgórzach Budańskich. Jest to jedno z ulubionych miejsc mieszkańców, którzy mają dość zgiełku i szumu miasta. Główną atrakcją tych terenów jest wyciąg krzesełkowy, na który wstęp Budapest Card oferuje bezpłatnie w swojej ofercie. Krzesełka są dwuosobowe i wwożą chętych na wysokość 490 m n.p.m. Podróż w jedną stronę trwa ok 15 minut, a widoki z wyciągu - zwłaszcza w drodze powrotnej - są niezwykle malownicze.
15 minut spokojnym krokiem od górnej stacji, na szczycie kolejnej górki (527 m n.p.m.) znajduje się prześliczna Wieża Elżbiety. Została wybudowana na pamiątkę cesarzowej Sisi, która przebywając na Węgrzech lubiła spacerować po okolicy. Niestety na wieżę nie można było wejść z powodu bardzo złego stanu technicznego.
Cały teren przy kolejce jest bardzo sielankowy i spokojny. jest tu dużo ścieżek trekkingowych i spacerowych, polany piknikowe, ławeczki. A dlaczego turyści tak rzadko odwiedzają to miejsce? Bo jest daleko od głównych atrakcji, wyprawa tam to jazda ponad 45 minut autobusem z centrum.
Inną atrakcją z Budapest Card, na którą pewnie bez karty nie trafilibyśmy była kolacja w GastroCellar. W liście atrakcji jest informacja, że w ramach karty można skorzystać z menu degustacyjnego. Nie jest to jednak prawda, chociaż podobno do niedawna tak było. Obecnie można na miejscu zjeść zupę gulaszową, ale pod warunkiem, że przyjdzie się na występy, które organizowane są w piątki i soboty o 19.00. Udało nam się zarezerwować i w sobotę o wyznaczonej godzinie przyszliśmy do lokalu. Dla każdego przygotowane było nakryte miejsce przy stoliku, lampka wina i karafka wody. Była orkiestra, które grała muzykę węgierską, były dwie pary, które tańczyły tańce ludowe, no i była całkiem smaczna zupa gulaszowa. Wydarzenie było fajnie zorganizowane i z pomysłem - dlatego polecam.
Tak na się spodobało, że na deser kupiliśmy sobie jeszcze Somloi galuska - najpopularniejszy i kultowy deser węgierski z trzech rodzajów nasączonych rumem biszkoptów. Było pysznie ;)
A na koniec ciekawostka dla zainteresowanych - w centrum miasta można odwiedzić Retro Cube - wystawę i sklep z kostkami Rubika i akcesoriami. Można znaleźć tu mnóstwo najróżniejszych kostek, ale cena nawet takiej podstawowej jest znacznie wyższa niż u nas.
To wszystko zobaczyliśmy i przeżyliśmy dzięki Budapest Card, bo bez niej pewnie nieco inaczej zaplanowalibyśmy sobie czas, ale skoro już była, to staraliśmy wyciągnąć z niej ile się da, i myślę, że nam się udało.
Ogólnie
wyjazd uważam za bardzo udany, choć przyznam, że Budapeszt nie "zwalił
mnie z nóg" i raczej nie należy do miejsc, do których koniecznie chcę
wrócić.






















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz