Samochód oddawaliśmy na wyspie Penang i dzięki temu mogliśmy przejechać przez cieśninę między wyspą a stałym lądem Mostem Sułtana Abdula Halima Muadzama Shaha, o którym pisałam wcześniej. Zdążyliśmy oddać auto tak, żeby zdążyć na samolot na wyspę Langkawi - naszą ostatnią część podróży.
Langkawi jest główną wyspą archipelagu o tej samej nazwie, w skład którego wchodzi ok. 100 wysp. Główna wyspa ma ok. 320 km² powierzchni i jest świetnym miejscem na odpoczynek. Są tu zielone lasy, piaszczyste plaże, rezerwaty przyrody, pyszne jedzenie. Miejsce dla tych, którzy lubią zabawę i imprezy, ale też dla takich co cenią spokój. A do tego strefa wolnocłowa ;)
Lot z Penang na Langkawi trwał od startu do lądowania całe 19 minut - jak do tej pory mój najkrótszy lot ;)
Na wyspie wylądowaliśmy pod wieczór, zamówiliśmy Graba, nasz hotel mieścił się w największym mieście wyspy czyli w Kuah, oddalonym o 15 km od lotniska . Wybraliśmy fajny obiekt z widokiem na miasto i lokalne bajorko, które zupełnie inaczej prezentowało się w czasie przypływu i odpływu.
Właściwie od razu po przylocie ruszyliśmy zwiedzać miasto, a przynajmniej okolice hotelu i to co dało się zobaczyć na pieszo. Pierwsze co się rzuciło się nam w oczy, to całkowity brak przejść dla pieszych. Przy dwu-, trzypasmowych jezdniach, pieszy musi sobie jakoś radzić ;)
Żeby poruszać się nawet w dalsze części miasta trzeba mieć jakiś środek transportu, bo na całej wyspie nie ma komunikacji publicznej! Dlatego też od razu udaliśmy się na poszukiwania wypożyczalni skuterów i umówiliśmy się na następny dzień rano na jego odbiór.
Samo Kuah słynie przede wszystkim z dużego portu Kuah Jetty, z którego promy odpływają nie tylko do różnych miejsc w Malezji, ale i do Tajlandii, do której jest nieco bliżej niż macierzystego lądu. A skoro promy i granica, to oczywiście strefa wolnocłowa. W samym Kuah sklepów wolnocłowych jest naprawdę bardzo dużo. Można tam kupić prawie wszystko i w cenach niższych niż na lądzie.
Obok portu znajduje się najbardziej rozpoznawalny punkt na wyspie Dataran Lang, czyli Plac Orła (Eagle Square). Głownym elementem placu jest ogromny 12 metrowy posąg gotowego do lotu orła - symbolu wyspy. Posąg znajduje się na cyplu wychodzącym w morze, ale cały, zresztą bardzo ładnie zagospodarowany teren z fontannami, mostkami, stawami, punktami gastronomicznymi i różnymi sklepikami i stoiskami zajmuje ponad 7,7 ha. Wstęp jest bezpłatny, a obiekt czynny całą dobę. Warto tu przyjechać zwłaszcza wieczorem, kiedy jest efektownie podświetlony.
Gdy już mieliśmy skuter podjechaliśmy tam jednego wieczoru, bardzo fajne miejsce, spędziliśmy tam sporo czasu, zapadł zmrok, a gdy tylko wsiedliśmy na skuter zaczął padać deszcz tak intensywny, że nie dało się jechać. Na szczęście zjechaliśmy do pobliskiego parku (Lagenda Park) i przeczekaliśmy dobre 15 minut, aż ulewa nieco straci na impecie. Ruszyliśmy dalej w deszczu, a kilkaset metrów dalej ulica była zupełnie sucha i okazało się, że nie spadła tam ani kropla deszczu.
Na Dataran Lang tak nam się spodobało, że wróciliśmy tu przywitać Nowy Rok. Niesamowite ile ludzi brało udział w tym wydarzeniu. Przyjechaliśmy na plac wypełniony po brzegi, głównie Malezyjczykami, przychodziły całe rodziny, robili sobie na placu pikniki, były występy, wspólne odliczanie i pokaz fajerwerków. Nie było za to w ogóle alkoholu! Na całej imprezie spotkaliśmy tylko cztery osoby, które miały ze sobą piwo (Europejczycy). Wiadomo, ze przeważającą religią w tym rejonie jest islam, i jego wyznawcy nie mogą spożywać alkoholu, ale tam nawet turyści witali Nowy Rok bez tradycyjnej lampki szampana.
Inną atrakcją Kuah jest Maha Tower. Jest to dość nowa, bo oddana w 2022 roku, 138-metrowa wieża widokowa (dla porównania taras widokowy na wieży telewizyjnej w KL był na wysokości 300 metrów). Sama wieża wygląda fajnie, zwłaszcza wieczorem, kiedy podświetlana jest na wiele kolorów, ale ceny za wstęp są już nieco przesadzone w porównaniu z tymi w KL. Tu za bilet w ciągu dnia turysta zagraniczny musi zapłacić 78 RM, a na zachód słońca już 90 RM. Ceny dla Malezyjczyków, a w szczególności dla mieszkańców wyspy, są dużo niższe.
I w sumie na tym można zakończyć zwiedzanie Kuah. Są nocne markety w środy i soboty, są świątynie, ale nie ma żadnych plaż, ani - poza parkiem, żadnych fajnych miejsc do wypoczynku. Dlatego skuter był naprawdę świetną opcją.
Nawet do tego, żeby podjechać wieczorem do oddalonego o kilka kilometrów do Kuah "Dream Forest Langkawi" - największej podświetlanej atrakcji Malezji. Czynne jest tylko po zmroku, ścieżka jest podświetlona, znajdują się na niej różne instalacje i przy poszczególnych stacjach można posłuchać, bądź poczytać legendy. Niestety ceny też zniechęcają.



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz