Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

wtorek, 27 stycznia 2026

Malezja cz. 3 - Wyspa Penang

Nasza przygodę z Malezją rozpoczęliśmy od wyspy Penang.

Jest to niezbyt duża, malownicza wyspa o powierzchni 295 km², przy długości ok. 24 km i szerokości ok. 15 km, położona w północno - zachodniej części Półwyspu Malajskiego w stanie Penang.
Wyspa ma charakterystyczny kształt, który mieszkańcy często porównują do żółwia płynącego na północ. 
Google Maps
 
Od lądu stałego oddziela ją cieśnina o szerokości od 3 do 11 km, którą można pokonać jednym z dwóch mostów, które należą do najdłuższych konstrukcji tego typu w Azji Południowo-Wschodniej.
Pierwszy z nich na północy - Penang Bridge - otwarty został w 1985, ma długość 13,5 km. Łączy miejscowość Perai na lądzie z Gelugor na wyspie. Przejazd w stronę wyspy jest płatny, natomiast powrót na ląd jest bezpłatny. 

Drugi most - Most Sułtana Abdula Halima Muadzama Shaha - 
oddany do użytku w 2014 roku, mierzy aż 24 kmz czego 16,9 km nad wodą. Łączy Batu Kawan na kontynencie z Batu Maung na południowym krańcu wyspy. Jest to obecnie najdłuższy most w Malezji. 
Obie konstrukcje są mostami wantowymi i oferują spektakularne widoki, szczególnie o wschodzie i zachodzie słońca. Wybór mostu zależy zazwyczaj od punktu docelowego: pierwszy most prowadzi prosto do stolicy wyspy, George Town, natomiast drugi jest wygodniejszy dla osób udających się w okolice lotniska. My pod koniec naszego pobytu mieliśmy okazję przejechać drugim mostem, bo zmierzaliśmy właśnie na lotnisko oddać samochód. Podróż mostem robi ogromne wrażenie, więc jeśli macie możliwość i ochotę  - polecam.



Stolicą Penang jest George Town, jedno z większych miast Malezji, liczące ok. 700 tys. mieszkańców. Miasto zostało założone przez Brytyjczyków w drugiej połowie XVIII wieku. Panowanie Wielkiej Brytanii trwało aż do 1957 r. kiedy to Malezja odzyskała niepodległość.



Gdy miasto zostało ogłoszone portem wolnocłowym zaczęli do niego ściągać obywatele z różnych stron świata i tak do tej pory jest to unikalna mieszanina ludności pochodzenia chińskiego, malajskiego i hinduskiego, z czego Chińczycy stanowią najliczniejsza grupę. 
Ze względu na unikalną architekturę, wielokulturowość i wieloreligijność w 2008 r. George Town zostało wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.



Na Penang wylądowaliśmy po godzinie 15.00 i GRAB-em udaliśmy się w stronę centrum George Town, gdzie zarezerwowaliśmy hotel. 
Żeby nie tracić czasu, szybko zrzuciliśmy bagaże i wyszliśmy w stronę starego miasta. 

George Town spodobało nam się od pierwszego spotkania, tu słowo "wielokulturowość" nabiera naprawdę nowego znaczenia. Nie dosyć, że połączenie stylów: budowle z czasów kolonialnych, dzielnica chińska i Little India, wszystko obok siebie, wręcz połączone, nie wiadomo kiedy przechodzi się z jednego świata do drugiego. Co więcej George Town w niezwykły sposób łączy w sobie wiele religii, co najlepiej można zobaczyć na fascynującej, 800-metrowej Ulicy Harmonii. W tym miejscu współistnieją ze sobą różnorodne kultury i wyznania. Znajdziesz tam hinduskie i buddyjskie świątynie oraz meczety i kościoły, które współgrają ze sobą, w jednym kończą się obrzędy, a w kolejnej zaczynają. Klimat wieczornych uliczek George Town jest niesamowity i można spędzić tu naprawdę cudny czas.








Budynek lokalnej Straży Pożarnej





Dodatkowa atrakcją, niestety obecnie w remoncie, jest Fort Cornwallis, niestety podczas naszego pobytu remont był na tyle zaawansowany, że Fort był nieczynny :(


Pierwszy wieczór upłynął nam bardzo szybko, ale po 22.00 niewiele się tam już dzieje.

Kolejnego dnia wynajęliśmy skuter, żeby poznać trochę wyspę. Najpierw jednak udaliśmy się znów na stare miasto, bo koniecznie chcieliśmy zobaczyć to, co poprzedniego wieczoru nie bardzo nam się udało, a mianowicie Street Art, z którego słynie miasto. Zobaczyliśmy kilka, niestety wiele z nich jest w kiepskim stanie, i dużo odbiega od zdjęć widzianych w internecie. Brak konserwacji tych malunków w połączeniu z bardzo wilgotnym klimatem powoduje szybkie niszczenie nie tylko samych obrazków, ale budynków, na których są namalowane.








zdjęcie z Internetu

Z centrum ruszyliśmy na północ i dalej na zachód, oglądając plaże i dziką przyrodę. 

Dróg na Penang nie ma zbyt wiele, zwłaszcza głównych, więc gdy już dojechaliśmy za zachód najdalej jak się da, znów skręciliśmy na południe. Naszym celem była polecona przez kolegę farma tropikalnych owoców.

To miejsce, położone na wzgórzach Teluk Bahang, około 240 metrów nad poziomem morza, rozciąga się na blisko 10 hektarach. Została założona w 1993 roku z myślą o zachowaniu rzadkich i egzotycznych gatunków owoców, edukacji na temat rolnictwa i promocji ekoturystyki.
Farma ta szczyci się mianem posiadającej największą kolekcję owoców tropikalnych w Azji Południowo-Wschodniej, możemy tu znaleźć ponad 200 gatunków jadalnych owoców z różnych stron świata.












Wstęp na farmę dla obcokrajowców kosztuje 60 RM, w cenie jest godzinne zwiedzanie farmy z przewodnikiem oraz degustacja - talerz owoców, sok owocowy kilka rodzajów do wyboru (wzięliśmy na spróbowanie sok z miąższu gałki muszkatołowej, dziwny, ale bardzo smaczny), degustację miodów (kawowy PYCHA) oraz enzymów roślinnych. Można też kupić samo zwiedzanie, bez degustacji, wtedy kosztuje 50 RM.



Akurat przypadała pora obiadu, więc na miejscu zdecydowaliśmy się jeszcze na spaghetti z marakują, które na zdjęciu wyglądało zdecydowanie inaczej niż w rzeczywistości, choć było bardzo smaczne.
Reklama...

kontra rzeczywistość ;)

I tak dopadło nas popołudnie, a skuter mieliśmy wypożyczony do 18.00, bo potem zamykali wypożyczalnię. W drodze powrotnej natknęliśmy się na ciekawe miejsce - Esccape Penang -
wielokrotnie nagradzany, ekologiczny park rozrywki położony w naturalnym otoczeniu lasu deszczowego. Park posiada aż 4 rekordy Guinnessa, w tym za najdłuższą zjeżdżalnię wodą na świecie - 1111metrów! 

Koszt wejścia na atrakcje jest różny - w zależności od pory roku. Informacje najlepiej sprawdzić na ich stronie internetowej. W czasie naszego pobytu wejście na cały dzień kosztowało 175 RM, ale gdy tam dotarliśmy było po 16.00, a obiekt jest czynny do 18.00, więc nie było sensu na taki obszar.
Ze strony Internetowej parku

W drodze powrotnej do George Town, zatrzymaliśmy na jednej z plaż, żeby wykąpać się w morzu i trochę odpocząć. Na początku, na plaży, przy której się zatrzymaliśmy, byliśmy jedynymi białymi, a ja byłam jedyną kobietą w stroju kąpielowym i bez chusty na głowie. Musze przyznać, ze czułam się trochę nieswojo, ale niedługo podjechali inni turyści, zresztą nasi południowi sąsiedzi i było trochę raźniej.

Skuter udało nam się oddać na czas, wróciliśmy do hotelu i po kąpieli i przebraniu chcieliśmy wyjść jeszcze na spacer po mieście. Niestety lało. Pożyczyliśmy parasol hotelowy i mimo deszczu chcieliśmy iśc, ale ulewa była tak wielka, że po kilkunastu minutach wróciliśmy i resztę wieczoru spędziliśmy w pokoju.

Kolejnego dnia wstaliśmy wcześnie, bo o 9.30 wylatywaliśmy do Singapuru. 
Niestety to był jeden z naszych błędów w planowaniu - za mało czasu w naszym planie poświęciliśmy na Penang. Myślę, że jeszcze 1-1,5 dni byłoby optymalnie. Można fajnie spędzić czas czy to w Escape Penang, czy w dżungli - Park Narodowy czy najwyższe wzgórze Bukit Bendera. Tak, że jest co robić.
Na Penang jeszcze dotarliśmy pod koniec naszej podróży, ale to już tylko okolice lotniska i samo lotnisko.
cdn... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz