No i kolejna podróż za nami. I znów do Azji ;)
Rok temu, jak na naszą grudniową destynację wybieraliśmy Kenię, to przyznawaliśmy przed sobą, że jesteśmy trochę Azją zmęczeni, że czas na coś nowego, innego. A jednak już w tym roku zatęskniliśmy i pomysł na kierunek grudniowego wyjazdu był oczywisty :D
Rozważaliśmy kilka opcji, ostatecznie padło na Malezję i Singapur, choć tak naprawdę Malezja była na liście moich propozycji wyjazdowych na 2025 rok.
Tym razem powróciliśmy do formatu samodzielnej podróży, więc wszystko od początku było na naszej głowie. Niestety podróż w obie strony byłą doś długa, choć ilość przesiadek staraliśmy się ograniczyć do minimum. I tak lecieliśmy z Wrocławia do Warszawy, z Warszawy do Dubaju, a stamtąd na wyspę Penang w Malezji. W drodze powrotnej doszedł nam jeszcze jeden 25 minutowy lot początkowy, bo startowaliśmy z wyspy Langkawi do Penang.
W drodze do Malezji nasza podróż była trochę dłuższa, bo mieliśmy długą, ale planowaną, przerwę w Dubaju - ok. 9 godzin. Tyle godzin na lotnisku - to nie dla nas, wyszliśmy z lotniska, wsiedliśmy do metra i pojechaliśmy do centrum prosto pod Burdż Chalifa - najwyższy budynek i budowlę na świecie.
Pospacerowaliśmy trochę po wieczornym
Dubaju i musieliśmy wracać, bo chociaż czasu nam trochę zostało, to
metro w Dubaju jeździ do północy i trzeba było wrócić w rozsądnym
czasie.
W drodze powrotnej mieliśmy niecałe 4 godziny i był to środek nocy, więc już poza lotnisko nie wychodziliśmy.A jak nasza wyprawa? Po prostu świetna. Malezja podobała mi się, choć nie zajmuje pierwszych miejsc w moim ranking krajów azjatyckich. Jest dość czysto, ludzie są przyjaźni, jest bardzo bezpiecznie, ale kilka mankamentów też się znalazło. Zobaczyliśmy sporo, zaliczyliśmy kilka błędów w planowaniu, podróżowaliśmy różnym środkami transportu, przekraczaliśmy granicę autobusem miejskim i spędziliśmy naprawdę świetny czas.
No i byliśmy w Singapurze. Naszym błędem było, że zaplanowaliśmy pobyt tam w początkowej części podróży, bo po zobaczeniu tego miasta poprzeczka zawieszona jest bardzo wysoko.
Singapur określę tylko jednym słowem: WOW! A na resztę musicie poczekać, bo zaplanowałam, że o Singapurze będzie na końcu relacji;)
Oczywiście po prawie 3 tygodniach znów nam się trochę Azja przejadła, ale pewnie nie raz tam jeszcze wrócimy.
Ciesze się z tego wyjazdu bardzo i zasiadam do pisania, żeby jak najszybciej zdać relację.
cdn...


























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz