Porto to drugie co do wielkości miasto Portugalii blisko 250 tys. mieszkańców. Jest też tak naprawdę kolebką Portugalii, gdyż jego dzieje są starsze niż historia państwa. Rzymianie pojawili się tu już w V wieku, zdobywając po ciężkich bojach dwie luzytańskie osady położone po dwóch stronach rzeki i nadają miejscu nazwę Porto Cale (zaciszny port). Później nazwa uległa skróceniu i tak pozostał Porto.
Do Porto przyjechaliśmy wieczorem i po zaparkowaniu samochodu i wrzuceniu bagaży do mieszkania ruszyliśmy na poznawanie miasta.
Dosłownie 10 minut od naszego mieszkania znajduje się się Avenida dos Aliados, a to jeden z centralnych punktów miasta. Między dwoma pasami ruchu ciągnie się szeroki deptak obsadzony drzewami, wokół którego rozciągają się eleganckie budynki. Nad wszystkim góruje Ratusz Miejski, który mimo, że powstawał w latach 1920 - 1956 wygląda na znacznie starszy.
Dwa tygodnie wcześniej w Porto byli moi siostrzeńcy i zostawili nam kilka zagadek do rozwiązania, w właściwie miejsc do znalezienia, gdzie zostawili swoje ślady ;) Oczywiście nie wszystko odnaleźliśmy pierwszego wieczora, bo byliśmy dość późno, ale to co było ukryte przy Avenida dos Alios tak.
Kolejny dzień rozpoczęliśmy od wizyty w wypożyczalni, gdzie oddaliśmy samochód. Stamtąd, taksówką, wybraliśmy się na południową stronę rzeki Douro do Vila Nova de Gaia. Jest to odrębne miasto, ale tak właściwie pełni rolę przedmieść Porto.

To właśnie w Vila Nove de Gaia powstają wina porto, a lokalni producenci jeszcze w latach 80-tych ubiegłego stulecia posiadali wyłączne prawo do jego wytwarzania. Piwnic z winem do zwiedzania i degustacji jest wiele i myślę, że jeśli ktoś będzie zainteresowany to znajdzie coś dla siebie. My weszliśmy do jednej piwnicy, ale bez degustacji.
Porto z Vila Nova de Gaia łączy kilka mostów, z których najsłynniejszy jest Ponte Luis I. Ten dwukondygnacyjny, stalowy most powstał pod koniec XIX wieku i obecnie jest głównym symbolem miasta. Na dolnym poziomie jest jezdnia w dwóch kierunkach i wydzielone dla pieszych chodniki.
Po poziomie górnym, z którego rozcierają się niesamowite widoki, jeździ metro i mogą poruszać się piesi.
Jeśli chodzi o samo Porto polubiłam je od pierwszego wejrzenia. Za położenie, za klimat, za atmosferę, za gwar, niezbyt wąskie uliczki, za to jakie jest.
Przez pełne dwa dni naszego pobytu w Porto głównie spacerowaliśmy, snuliśmy się po uliczkach i ulicach,
zajrzeliśmy do Katedry (3 EUR wstęp do krużganków, muzeum i wieży, do samej katedry wstęp jest wolny)
i do kilku innych kościołów,
obejrzeliśmy słynny dworzec kolejowy Sao Bento, niestety w remoncie, więc wiele azulejos było zasłoniętych.
jedliśmy pyszności, choć francesinha w jednym z topowych miejsc, polecanych nawet przez tubylców, niezbyt mi podeszła, zwłaszcza frytki utopione w sosie, sama kanapka była całkiem niezła.
market, gdzie zjedliśmy tyle pyszności, że aż trudno wymienić, ostrygi, carpacio z mięs i ryb, ichniego tatara, kraby i wiele innych pyszności. Polecam to miejsce z całą odpowiedzialnością, jest pysznie i świeżo!
W czasie naszych spacerów po mieście oczywiście dokończyliśmy naszą "zabawę terenową" i siostrzeńcom dosłaliśmy zdjęcia wszystkich zadań. Jednym z nich było odnalezienie tego miejsca.
Już będąc w Lizbonie znaleźliśmy podobne dzieło - bo nie jest to mural, tylko obraz wyłożony z kafelek, ale też nie typowe azulejos.
Ten goździk znajduje się w pobliżu stacji metra Trindade i upamiętnia Rewolucję goździków - wojskowy zamach stanu, który doprowadził do obalenia dyktatury i przywrócenia swobód obywatelskich i politycznych oraz dekolonizacji portugalskich terenów w Afryce i Azji. Zamach stanu miał miejsce 25.04.1974 r., a goździki wtykane w lufy karabinów stały się symbolem rewolucji.
cdn...












.jpg)



























































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz