Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

poniedziałek, 23 lutego 2026

Malezja cz. 7 - Taman Negara i Gua Musang

Ruszyliśmy na północ. Proces wynajmu samochodu trochę nam się przedłużył, bo najpierw zgodziliśmy się  na prośbę osoby z wypożyczalni, żeby przesunąć nasze spotkanie o 2 godziny, to jak dojechaliśmy na miejsce, to człowiek spóźnił się o kolejne dwie!
Kiedy jednak już udało nam się wszystko załatwić i wyjechać z KL było popołudnie, a do przejechania mieliśmy dobre 250 km. Naszym celem było Gua Musang

gdzie zdecydowaliśmy się na nocleg. Miała to być nasza baza wypadowa do Parku Narodowego Taman Negara National Park.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszego noclegu, było już ciemno. Weszliśmy do zarezerwowanego pokoju i szybko stamtąd wyszliśmy, informując właściciela, że rezygnujemy - było tak nieprzyjemnie i niezbyt czysto, że nie chcieliśmy tam spędzić ani minuty dłużej niż to konieczne. Na szczęście kilkadziesiąt metrów dalej był hotel, gdzie dostaliśmy bez problemu czysty pokój.

Następnego dnia ruszyliśmy do Taman Negara. 
To jeden z
najstarszych lasów deszczowych na świecie, szacowany na około 130 milionów lat. Park narodowy o powierzchni ponad 4300 km² rozciąga się na terenie trzech stanów Malezji: Pahang, Kelantan i Terengganu. Na terenie Taman Negara można korzystać z wielu atrakcji proponowanych turystom: można pospacerować w koronach drzew, odkrywać jaskinie, spędzić noc w dżungli, pójść na nocny trekking, wykąpać się w wodospadzie, spłynąć rzeką, a nawet zdobyć Gunung Tahan - najwyższy szczyt Półwyspu Malajskiego (2.187 m n.p.m.)



Jednak, żeby skorzystać z większości tych atrakcji trzeba wyruszyć z Kuala Tahan. 
Wiedząc, że nie mamy dużo czasu, a w grudniu istnieje wiele obostrzeń, między innymi obowiązuje zakaz wejścia na górę Gunung Tahan (od 15.11.2025 do 14.01.2026), chcieliśmy skorzystać z mniej uczęszczanego wejścia Sungai Relau (Merapoh). Z Gua Musang mieliśmy tam zaledwie 30 km, więc dość szybko byliśmy na miejscu. 


W tej części parku jedną z atrakcji jest Tree Top Walk
nowoczesna konstrukcja, która stanowi alternatywę dla starszego i często mostu linowego w Kuala Tahan. Jest to stabilna, stalowa konstrukcja zbudowana na solidnych pylonach. Składa się z 13 platform oraz 7 wież obserwacyjnych, z których najwyższe oferują widok 360 stopni na las deszczowy i pasmo górskie Tahan. 


 
Według oficjalnych danych Departamentu Dzikiej Przyrody i Parków Narodowych,
Tree Top Walk w Sungai Relau (Merapoh) ma całkowitą długość 420 m, a wysokość tarasu widokowego na najwyższej z wież sięga 30 m.
W planach mieliśmy tę ścieżkę i trekking po dżungli. 
 


Niestety od rana padał deszcz, raz mniej, raz mocniej, ale prawie bez przerwy, co mocno pokrzyżowało nasze plany. Już na miejscu, w biurze przy wejściu okazało się, że możemy skorzystać tylko ze ścieżki, wejście na teren Parku Narodowego było ze względu na pogodę, zamknięte (potem doczytałam, że w dniach 26–30 grudnia główny urząd meteorologiczny wydał ostrzeżenia najwyższego stopnia dla tamtych rejonów ze względu na ryzyko wylewów rzek i osuwisk błotnych).
Ze ścieżki skorzystaliśmy, tym bardziej, że na chwilę przestało padać. Spacer po ścieżce był bardzo ciekawy, dżunglę widać z zupełnie innej perspektywy. Niewątpliwym plusem tej pogody był kompletny brak turystów, oprócz nas na ścieżce były jeszcze 2 osoby. Tyle tylko, że po godzinie nie było tam już nic do roboty :( Obeszliśmy ścieżkę dwa razy, w międzyczasie zaczęło znowu padać, nie widzieliśmy, żadnych zwierząt ani ptaków, wróciliśmy do samochodu i skończyliśmy nasze spotkanie z Taman Negara.



Wstęp do parku kosztuje 1RM za osobę i za możliwość nagrywanie czy robienia zdjęć, nawet telefonem komórkowym płaci się dodatkowe 5 RM. Za wejście do dżungli z przewodnikiem płaci się dodatkowo, ale nie wiem ile.


Gdybyśmy wiedzieli, że pogoda tak pokrzyżuje nasze plany, to nie bralibyśmy dwóch noclegów w Gua Musang, ale skoro już tam byliśmy, to trzeba było jakoś zagospodarować czas, przecież nie będziemy siedzieć w hotelu. 


Niestety przynajmniej w grudniu ta część Malezji nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Podjechaliśmy do centrum miasteczka - nic ciekawego - ciągnące się osiedla domków, kilka marketów, nic poza tym.



Obok naszego hotelu było coś co nazywa się Muse Ekopark. 
To głównie teren do wspinaczki  i strome schody prowadzące do jaskini. Oczywiście, przez pogodę, nieczynne...

Poniżej stromej ściany znajduje się meczet, który jest polecany do zobaczenia, ale jakoś nas nie ciągnęło w tamtą stronę.

W okolicy znajduje się jeszcze mały stawik - miejsce spotkań lokalnej młodzieży, miejsce na krótki spacer, 

a jakieś 5 km na południe jest park 
Taman Etnobotani - jaskinie, ogród ziołowy, mini-zoo, basen, most linowy. Bardziej podchodziło mi to pod park dla mieszkańców, niż na atrakcję turystyczną. Poza tym, w taką pogodę wszystkie te miejsca wydawały się małoatrakcyjne, brudne i smutne.









Załataliśmy nasz program jak się dało różnymi "zapchajdziurami", a wieczorem poszliśmy jeszcze do lokalnej jadłodajni na rybę.


Czas spędzony w tym miejscu uważam za stracony, więc jeśli wybieracie się do Malezji w grudniu lub styczniu, to możecie sobie ten rejon z czystym sumieniem odpuścić. Z dzisiejszej perspektywy, ba nawet będąc tam wiedzieliśmy, że te dwa dni można było wykorzystać w innym ciekawszym miejscu.



cdn...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz