Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jatiluwih. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jatiluwih. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 października 2024

Trochę NIEinstagramowe Bali, cz. 6 Tarasy Ryżowe Jatiluwih

Gdy udało nam się odpalić Jimny’ego ruszyliśmy dalej na północ wprost do naszego drugiego miejsca noclegowego, 

Google Maps

po drodze stołujące się w bardzo lokalnej knajpce.


Nasza nowa miejscówka – Sang Tirta - zaparła mi dech w piersiach – zieleń, zieleń, cisza, spokój i jeszcze raz zieleń. Czego chcieć więcej po męczącej Kucie? Spędziliśmy tu dwie noce, pierwszej nocy w domku obok ktoś nocował, a drugiej byliśmy sami w całym obiekcie. Nasz opcja noclegu była ze śniadaniem (zresztą jak wszystkie miejscówki, które rezerwowaliśmy), dzień wcześniej musieliśmy zdecydować na podstawie krótkiego menu, co chcemy jeść. Wyboru zbyt dużego nie było, więc jednego dnia pancake’i, drugiego Mie Goreg.



Trudno jest opowiedzieć jak tam było spokojnie  i zielono – chyba najlepiej oddadzą to film i zdjęcia 😊

 


Po przyjeździe i obejściu naszej miejscówki ruszyliśmy na spacer po okolicy. Wynaleźliśmy w Google, że nie daleko są gorące źródła, więc zdecydowaliśmy się udać w tamtym kierunku i zobaczyć jak to wygląda. Nasz spacer wśród tarasów ryżowych zachwycał nas z każdym krokiem bardziej i nawet szare niebo nie zniechęcało nas przed odpoczynkiem wśród takiej zieleni. Udało nam się też zlokalizować ciepłe źródła, które okazały się niewielkim basenikiem, z którego korzystali sami tubylcy. Nas od razu za wejście na teren chcieli skasować, ale udało nam się wytłumaczyć panu, ze my tylko oglądamy, a nie korzystamy. W sumie nawet nie zrobiłam zdjęcia tego baseniku, bo głupio było mi iść z aparatem i robić moczącym się ludziom zdjęcia, a z daleka nie było dostępu, żeby pstryknąć fotkę. Za to na parkingu pani sprzedawała owoce i po krótkiej pogawędce poczęstowała nas