Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanazawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanazawa. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 czerwca 2020

Tam gdzie kwitną wiśnie, czyli wyprawa do Japonii cz.17 - Trzęsienie ziemi w Kanazawa

Do Kanazawy przyjechaliśmy wieczorem i od razu wrażenie zrobił na mnie dworzec, a właściwie główne wejście - okazała brama tori oraz fontanna.




Hotel Wing mieliśmy blisko dworca - 13-piętrowy budynek, z recepcją i miejscem na śniadania na ostatnim piętrze. Tym razem też zdecydowaliśmy się spanie na futonach. Pokój w hotelu nie był duży, ale bardzo przyjemny, a na szczególną uwagę zasługują krzesełka, które mieliśmy ;)

Na miejsca dotarliśmy późno, po wielogodzinnej podróży, więc nie wychodziliśmy już do miasta, tylko postanowiliśmy wcześniej położyć się spać.
No i około 2 w nocy obudziło mnie coś dziwnego - jakby ktoś mnie szarpnął, ale kompletnie mnie nie dotykając. Serce lekko przyspieszyło, otworzyłam oczy i poczułam to drugi raz - trzęsienie ziemi !
Jak już wspominałam wcześniej trzęsienia ziemi w Japonii to tak naprawdę codzienność - Wyspy Japońskie leżą na styku czterech płyt tektonicznych, które się przemieszczają i z tego powodu kraj nawiedzają liczne trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów (w Japonii jest ok. 80 czynnych wulkanów).
Każdego roku w Japonii rejestruje się od 1000 do 3000 wstrząsów o różnym nasileniu.
To, którego doświadczyliśmy nie miało zbyt dużych rozmiarów. W Kanazawa były odczuwalne wstrząsy wtórne, a wstrząsy właściwe było w odległości ok. 50 km i nieco szkód poczyniło, co widzieliśmy tylko w telewizji.
W każdym razie uczucie jest bardzo dziwne i tak naprawdę nie wie człowiek jak się zachować. Pierwsza myśl w głowie - gdzie są moje dokumenty, portfel i telefon. Na szczęście na strachu się skończyło.
Poranek przywiał nas ładną pogodą, a podczas śniadania na ostatnim piętrze podziwialiśmy widoki z tarasu,

a po śniadaniu ruszyliśmy na zwiedzanie miasta.
Kanazawa to miasto pochodzące z XVI w., obecnie jest stolicą prefektury Ishikawa na wyspie Honsiu. Liczy sobie blisko pół miliona mieszkańców. Sama nazwa Kanazawa oznacza dosłownie "złote bagno" i  ma źródło w legendzie o wieśniaku, który kopiąc w polu kartofle dokopał się do złóż złota.
Na początek skierowaliśmy się w stronę targu rybnego,

po drodze wstępując do świątyni buddyjskiej,


i spacerując klimatycznymi uliczkami


natknęliśmy się na kolejny polski akcent - rzeźbę polskiego artysty.


Kolejnym punktem naszego zwiedzania była dzielnica gejsz Higashi.

W tej okolicy znajdują się uczelnie, gdzie  akurat miało  miejsce rozdanie dyplomów i można było spotkać wiele dziewcząt ubranych w tradycyjne stroje.
Będąc na Higashi trzeba koniecznie spróbować złotych lodów - lodów pokrytych cieniutkim płatkiem złota.
Kanazawa, jak już pisałam, jest mocno związana ze złotem. Ok. 99% produkcji płatków złota w Japonii pochodzi właśnie z tych okolic. W podwórku jednego z domów-sklepów znajduje się też budynek, którego ściana pokryta jest złotem.




W innych miejscach jest równie wiele złotych ciekawostek.


Sama dzielnica gejsz jest bardzo dobrze zachowana i ma niesamowity klimat.




Jednak najpiękniejszy w Kanazawie jest ogród Kenroku-en, znajdujący się tuż przy Parku Zamkowym Kanazawa.


Zwiedzanie zaczęliśmy od zamku, który jak wiele zamków japońskich został kompletnie zniszczony, a następnie odbudowany w 2001 r. Akurat Zamek Kanazawa pod koniec XIX w. został doszczętnie zniszczony przez pożar. Obecnie można go zwiedzać, choć nie ma co liczyć na jakiekolwiek eksponaty muzealne ;)




Jedyne co to wewnątrz można oglądać film, na którym pokazany jest system budowy zamku i dodatkowo można zobaczyć i dotknąć z jakich elementów i w jaki sposób zbudowana jest konstrukcja, żeby nie zawaliła się podczas trzęsień ziemi.



Z zamku poszliśmy prosta do ogrodu Kenroku-en i jest to naprawdę piękne miejsce, ponoć jeden z najpiękniejszych i najlepiej utrzymanych ogrodów w Japonii.



I znów pozostał żal, że nie był to czas kwitnienia drzew i krzewów, bo myślę, że wszystko wyglądało by o niebo piękniej :)

Ogród zajmują powierzchnię blisko 11 ha i istnieje już ponad 150 lat. Nazwa ogrodu - Kenroku-en oznacza dosłownie "taki, który ma sześć właściwości" - przypisywanych idealnemu ogrodowi: jest przestronny, spokojny, stonowany, gustowny, z płynąca wodą i pięknymi widokami.







Symbolem ogrodu jest kamienna, dwunożna latarnia Kotojitoro.
Bilet łączony do zamku i ogrodu kosztuje 500¥ (ok. 18 zł).


Po wyjściu z ogrodu bramą południową dochodzi się do tzw. małego Kioto - świątyni szintoistycznej,
przy której znajduje się miniatura trasy stworzonej z tori wiodące do Fushimi Inari w Kioto.


Oczywiście nie tylko bramy są dużo mniejsze, ale i sama trasa o wieeeeeeele krótsza.
Na przeciwko świątyni znajduje się Muzeum Sztuki Współczesnej XXI wieku, niestety zamknięte z powodu COVID-19.


Po kolacji i zakupach wróciliśmy do hotelu





i tym razem spędziliśmy spokojną noc bez trzęsienia ziemi. I dobrze, że wyciszyliśmy wtedy telefony...
cdn...