Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Singapur - miasto, które tętni życiem

Po wyjściu z Singapore Flyer nasz dzień się nie skończył,  ale ponieważ byliśmy już nieźle głodni, wróciliśmy do Marina Bay. Gdy dotarliśmy w okolice ArtScience Museum słońce akurat zaczęło chować się za wieżowcami i okolica zaczęła się delikatnie zmieniać. Samo muzeum jest tu bardzo ciekawą budowlą. Choć potocznie wszyscy nazywają ją "Lotosem" to obiekt został zaprojektowany jak "Witająca Dłoń Singapuru". 

Biała fasad budynku wykonana została z materiału używanego do budowy wyścigowych jachtów! Teren przy muzeum robi naprawdę ogromne wrażenie, zwłaszcza stawy u podstawy budynku, usłane liliami wodnymi. Bajka!

Niestety do muzeum nie zdążyliśmy, ale ponieważ byliśmy w Singapurze tylko 2 dni, musieliśmy dokonywać wyborów. 

Na szybki obiad i tort urodzinowy weszliśmy do food courtu Rasapura Masters w galerii Marina Bay Sands, bo zaraz potem czekały nas kolejne atrakcje.


Wróciliśmy do hotelu Marina Bay, żeby windą wjechać na taras widokowy Sands SkyPark Observation Desk, który znajduje się na 57 piętrze, na wysokości 200 metrów.
Wstęp dla osoby dorosłej, w godzinach wieczornych kosztuje 39 SGD, ale było warto - było magiczne i tak pięknie, że nie chciało nam się wracać. 

Widok na zatokę z dachu Marina Bay



Toast urodzinowy z zapierającym dech w piersiach widokiem wznieśliśmy szampanem, ponieważ znajduje się tam punkt, gdzie można kupić napoje i przekąski. Za dwie lampki szampana zapłaciłam 36 SGD. Istnieje też opcja rezerwacji stolika w restauracji, ale gdy wjeżdżaliśmy na górę, to do restauracji nie było już miejsc.
 


Na dachu hotelu znajduje się często oglądany na zdjęciach 150-metrowy basen Infinity Pool, który dostępny jest tylko dla gości hotelowych.
Ze szczytu postanowiliśmy obejrzeć tez pokaz fontann "Spectra - A Light&Water Show". To 15-minutowy pokaz z użyciem laserów, projekcji wizualnych i muzyki orkiestrowej. Jednak oglądanie pokazu z góry nie robi dużego wrażenia. Owszem, widać geometrię pokazu, taniec wody na tle zatoki, pokazy laserów, ale zupełnie nie słychać muzyki więc odbiór pokazu wypada blado. 
 

W ciągu tygodnia pokazy odbywają się dwa razy o 20.00 i 21.00 (w weekendy dodatkowo o 22.00). Ten z 20.00 oglądaliśmy z góry, więc postanowiliśmy, że kolejny obejrzymy z nabrzeża. Jednak nie tylko my mieliśmy taki pomysł - kolejka do wind była tak duża, że zanim dotarliśmy na miejsce drugi pokaz już trwał. Spektakl jest opowieścią o historii Singapuru: od przybycia pierwszych żeglarzy, przez rozwój, teraźniejszość, aż po wizję jego przyszłości.

Było już dobrze po 21.00, a my nie dotarliśmy jeszcze do Merliona, który znajduje się dokładnie po przeciwnej stronie zatoki. Jakby było nam mało chodzenia, zdecydowaliśmy się na ponad 3-kilometrowy spacer. Ponownie przeszliśmy przez Helix Bridge, który wieczorem rozświetlają tysiące diod LED, podkreślając jego spiralny kształt, a litery kodu DNA świecą się na czerwono i zielono.
 

Dalej deptak poprowadził nas w stronę Esplanade - Theatres on the Bay. To kompleks sal widowiskowych, ze specyficznym dachem, przypominającym owoc duriana. Zresztą Singapurczycy nazywają ten budynek właśnie "Wielkim Durianem".
 

Spod "Duriana" do Merliona jest dosłownie kilkadziesiąt metrów przez kładkę dla pieszych.
Merlion - pół-lew, pół-ryba jest symbolem Singapuru i związany jest z legendą o powstaniu i początkach miasta. Głowa lwa nawiązuje do legendy o księciu Sang Nila Utama, który dotarł na wyspę w XIII wieku, wprost z Sumarty. Zaraz po wyjściu na ląd zobaczył lwa, uznał to za dobry znak i nawał wyspę Singapura, co w sanskrycie oznacza "Miasto Lwa". Z kolei ogon ryby symbolizuje skromne początki  Singapuru jak małej rybackiej wioski.


Sam posąg powstał w latach 70., ma 8,6 metra wysokości i waży aż 70 ton, a z pyska lwa tryska strumień wody. Jest ustawiony tak, żeby patrzeć na wschód, co według zasad feng shui przynosi miastu pomyślność i dobrobyt.



Merlion był ostatnim punktem naszego zwiedzania tej części miasta, ale przed nami był jeszcze kawałek drogi do metra, ale im dalej szliśmy, tym bardziej żałowaliśmy, że dzień się kończy. 


Mimo, że ledwo powłóczyliśmy nogami, co chwile pojawiała nam się kolejna perełka, którą warto by zwiedzić. Jak na przykład ten most (Anderson Bridge) z 1910 roku, 
 

czy dzielnica kolonialna z wieżą zegarową,
 

murale w pasażu przy Marina Bay Financial Center, 
 


czy płaskorzeźba z brązu na fasadzie budynku OUE Bayfront.
 

Do metra dotarliśmy kompletnie wykończeni, a zanim dotarliśmy do hotelu wybiła północ.
cdn... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz