Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

piątek, 17 kwietnia 2026

Singapur - miasto, którego się nie zapomina

Kolejnego dnia opuszczaliśmy już Singapur, ale zanim wyjechaliśmy, postanowiliśmy zobaczyć jeszcze dzielnicę Little India

Little India, Singapur

Podobno to jedna z najbarwniejszych dzielnic miasta, jednak my nie mogliśmy tego doświadczyć. Wybraliśmy się tam dość wcześnie i, szczerze mówiąc, dla mnie był to najsłabszy punkt wycieczki. Może dlatego, że nie było jeszcze 9.00, a tam życie zaczyna się koło południa, ale miejsce nie przypadło mi do gustu. Obeszliśmy wszystko w pół godziny i wróciliśmy do hotelu się pakować.
 






Z samym wyjazdem mieliśmy niezłą przygodę 😉 Planowaliśmy wracać do Malezji przez granicę lądową, autobusem. 
Już będąc w Singapurze przez portal 12go.asia kupiliśmy bilety na autobus rejsowy na dworzec Larkin Sentral w Johor Bahru, skąd planowaliśmy jechać dalej. Jednak kilka godzin przed wyjazdem dostaliśmy wiadomość, że transakcja nie doszła do skutku (pieniądze od razu zwrócono). Zostaliśmy więc bez biletów i bez noclegu, za to z rezerwacją w Melakce ;)
Znaleźliśmy jednak alternatywę, w dodatku sporo tańszą. Okazało się, że na ten sam dworzec w Malezji jeździ zwykł autobus miejski! Co więcej do Johar Bahru kursuje ich nawet kilka.
 
 

Z lekkim niedowierzanie udaliśmy się na przystanek, przyjechał autobus nr 170, więc wsiedliśmy i pojechaliśmy na przejście graniczne Woodlands Checkpoint. 
 

Po około godzinnej podróży przez miasto dojechaliśmy do przejścia granicznego. Tam musieliśmy wysiąść  i przejść przez kontrolę, w ogromnej kolejce, którą w większości tworzyli lokalni pracownicy codziennie kursujący między krajami. Sama kontrola przeszła sprawnie, ale potem znów staliśmy ponad pół godziny w kolejce do autobusu. Trzeba uważać na oznaczenie, bo po przejściu przez kontrolę trzeba wejść w dobre przejście - jedno prowadzi do autobusów rejsowych, a to drugie, którym poszliśmy do autobusów miejskich. Podróż drugim autobusem trwała dosłownie moment - autobus wysadził nas po drugiej stronie rzeki i udaliśmy się do malezyjskiego punktu kontroli w Johor Bahur. Stamtąd dalej autobusem 170 dojechaliśmy do celu. Cała przeprawa poszła całkiem sprawnie i choć cały czas jechaliśmy linią 170 to był 3 różne autobusy i za każdym razem trzeba było oddzielnie płacić. 
Przejście graniczne Woodlands Checkpoint, widok od Malezji
I tak skończyła się nasza przygoda z Singapurem. Jeśli przeczytaliście poprzednie posty, to na pewno spodziewacie się, że to miejsce zupełnie mnie oczarowało. Zresztą - planowałam zrobić o Singapurze dwa posty - wyszło pięć 🫣, a mogłabym tak jeszcze długo opowiadać...


Bardzo żałowaliśmy, że zaplanowaliśmy tam tylko dwa dni, ale przynajmniej mamy motywację, żeby tam jeszcze kiedyś wrócić!

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz