Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

wtorek, 9 czerwca 2026

Hiszpania 2026 part II: Malaga po latach

Powrót do Malagi po ponad 7 latach był taką trochę podróżą sentymentalną. Z jednej strony byłam ciekawa zmian jakie zaszły w tym mieście, z drugiej miałam nadzieję, że wszystko będe pamiętać ;)
No i w sumie tak było. 
 



Tym razem był to babski wyjazd, ale w bardzo kameralnym gronie, tzn. byłyśmy we dwie ;) Lotniska i drogi do miasta w zasadzie nie pamiętałam, ale gdy tylko wysiadłyśmy z autobusu, poczułam się jak u siebie :)
 

Zmian raczej nie dużo, ale przyznać muszę, że w Maladze kręciłyśmy się głównie w obrębie starego miasta i portu, więc porównania nie nie mam. Za to ludzi w maju zdecydowanie więcej niż w jak byliśmy poprzednio na przełomie stycznia i lutego. Stare miasto - te typowe hiszpańskie, klimatyczne, malownicze uliczki - pełne turystów, restauracje zatłoczone, a do niektórych kolejki na dobrych kilkadziesiąt metrów.


Mimo wszystko klimat tego miasta pozostał.
Nie będę się rozpisywać o Maladze, bo już to robiłam w poście o mieście, więc jak ktoś jest zainteresowany to zapraszam.
Tym razem było sporo powtórki, bo byłyśmy zarówno w Twierdzy Alcazaba i w Zamku Gibralfaro, w Katedrze i kilku ciekawych kościołach, 





w parku przy portowej promenadzie i na plaży Malagueta




w Muzeum Picassa, jego domu narodzin i w Centre Pompidou Malaga, na Placu Konstytucji i na Calle Larios - najdroższej ulicy w Maladze.
Oczywiście widać jak przez tych kilka podrożały bilety wstępu np. o 100% do Katedry (z 5 do 10 EUR) czy do Alcazaba (z 3,50 na 7 EUR). 
Jednak nauczona pozytywnym doświadczeniem w innych miastach postanowiłam kupić Malaga Pass i choć nie jest to tak fajna opcja jak na przykład w Walencji, to przynajmniej uniknęłyśmy kolejek i zrobiłyśmy nieco zamieszania :)
Gdy szłyśmy do Twierdzy Alcazaba, gdzie była średnia kolejka, po okazaniu Malaga Pass, weszłyśmy bocznym wejściem, ale już przy wejściu na Zamek Gibralfaro panowie z ochrony nie dość, że narobili hałasu i chyba każdy w okolicy usłyszał, że mamy Malaga Pass, to jeszcze wstrzymali kolejkę wychodzących i wpuścili nas wyjściem. Chociaż i tak nic nie przebije naszego wejścia do Muzeum Picassa ;) Bilety kupuje się tam na konkretne godziny, muzeum otwierają o 10.00, a już kilka minut przed była tam spora kolejka. No i jak otwierali drzwi podeszłyśmy bez kolejki i pokazałyśmy nasze wejściówki i faktycznie nie dość, że zostałyśmy wpuszczone przed wszystkimi, to dopiero jak odeszłyśmy od kasy (gdzie sczytali kod z karty) zaczęli wpuszczać innych. Śmiałyśmy, że tylko czerwonego dywanu brakowało :)




W innych miejscach nie miałyśmy takich przygód, bo ani w Centre Pompidou, ani w domu Picassa, ani w Muzeum Carmen Thyssen nie było kolejek.
Czy warto zatem kupić Malaga Pass? Jeśli kupuje się 72 godzinny trzeba zapłacić 46 EUR, ale gdyby zsumować koszt wejścia do wszystkich możliwych oferowanych w tym pakiecie muzeów, koszt wyniósłby 75,50 EUR. My jednak nie zwiedzałyśmy wszystkiego, więc wyszłyśmy praktycznie na zero. Minusem tej karty, w porównaniu z tymi w innych miastach, jest brak wliczonego transportu miejskiego.

O muzeach w Maladze też pisałam przy okazji poprzedniej wizyty. Tym razem wybrałyśmy do wspomnianego już przeze mnie Muzeum Picasso, a także do domu, w którym urodził się Picasso, do Centre Pompidu i miejsca, gdzie poprzednio nie byłam, czyli do Muzeum Carmen Thyssen.
Muzeum Picasso jak zwykle zachwyca. Myślałam, że jest to muzeum ma stałą wystawę, ale jednak brakowało mi kilku prac, a kilka innych wydawało mi się, że nie widziałam. Faktycznie miałam rację. 
 
  



Dom Picassa
był dokładnie taki jak go pamiętam, tam nic się nie zmieniło.
 



Centre Pompidou
mnie tym razem rozczarowało. Ja rozumiem, że sztuka współczesna bywa różna, ale tym razem kompletnie do mnie nie przemówiła. 




Tym razem udało się dotrzeć do Muzeum Carmen Thyssen, słynącego z największej kolekcji XIX wiecznego malarstwa hiszpańskiego. Jest to miejsce dla koneserów sztuki, ale myślę, że nie jest punktem obowiązkowym dla zwiedzających Malagę ;)
 





Za to ciekawie jest zobaczyć La Malaguetę - czyli arenę walki byków w Maladze. 
 

Zwiedza się cały kompleks, zakamarki, miejsca, gdzie przed walkami trzymane są byki, trybuny, miejsca matadorów, kaplicę i można zejść na samą arenę. Oczywiście jest też muzeum i są multimedia, m. in gogle VR, gdzie przenosisz się na wiwatujące trybuny. Bilet kosztuje 16 EUR, w to wliczony jest audioprzewodnik, który był również w języku polskim, co dużo ułatwia. 
 
 




Największym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że w Hiszpanii corrida ma się dobrze! Byłam przekonana, że od dawna jest to proceder zakazany i w tej swojej nieświadomości myślałam, że arena jest wykorzystywana do innych celów, jak np. wydarzenia teatralne, czy koncerty.  Niestety nie, corrida funkcjonuje nie tylko w Maladze, ale w wielu miastach, zwłaszcza na południu Hiszpanii. Akurat w Maladze występy odbywają się dwa razy do roku: w kwietniu i w sierpniu i wszystkie miejsca są zawsze wyprzedane! Ceny nie są wygórowane, bo zaczynają się od 5 EUR. Na corridę bym się nie wybrała, ale samo muzeum jednak warto odwiedzić, bo to kawał historii i tradycji tego kraju.
 

Miałyśmy też atrakcje nieco inne - raz wybrałyśmy się Teatro Flamenco na fantastyczny pokaz flamenco. Było to coś niesamowitego: gitara, to ich charakterystyczne zawodzenie i do tego gorący taniec. 



Innego wieczoru, wracając do hotelu w restauracji obok usłyszalyśmy śpiewy, oczywiście weszłyśmy, a tam grupka panów przepięknie śpiewa hiszpańskie szlagiery sprzed lat, stałyśmy tam chyba z pół godziny nie mogąc wyjść z zachwytu.
 


 
No i oczywiście życie uliczne tango milonga na deptaku w porcie, czy występy grupy taneczno-akrobatycznej na Calle Larios.





Malaga, mimo dużego oblężenia turystycznego, ponownie zachwyciła. 
Ale oprócz Malagi zajrzałyśmy jeszcze w dwa inne miejsca, ale o tym już niedługo!
cdn... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz