Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

sobota, 27 czerwca 2026

Hiszpania 2026 part II: fiesta na Balkonie Europy

Ostatniego dnia pobytu w Maladze zaplanowałyśmy wyjazd do Nerja. O tym oddalonym od Malagi o ok. 60 km miasteczku pisałam już podczas ostatniej wizyty, bo też tam byliśmy.
 

Bilet autobusowy przez tych 7 lat nie podrożał, zapłaciłyśmy po 4,58 EUR za przejazd w jedną stronę.
Na początku planowałam odwiedzić w końcu słynna jaskinię Cueva de Nerja, ale podczas próby zakupu biletów on-line na 15 maja wyskakiwała informacja, że bilety są niedostępne. W inne dni jak najbardziej w ten nie. Szczerze mówiąc pomyślałam sobie, że to piątek i dlatego tłum pewnie będzie, więc zdecydowałyśmy odpuścić sobie jaskinie.
Gdy dotarłyśmy do Nerja nie spotkałyśmy jednak tłumów, więc spokojnie ruszyłyśmy w stronę Balkonu Europy




Przy Plaza Balcon de Europa stoi kościół Zbawiciela (Iglesia de El Salvador), niewielka biała świątynia z kwadratową wieżą. 

Jak tylko doszłyśmy do placu zauważyłyśmy, że "coś się będzie działo", bo od wejścia do kościoła przez całą długość placu, aż do  Calle Puerta del Mar część ulicy jest wygrodzona. Pytałyśmy osoby stojące przy wygrodzeniu o co chodzi, ale nikt nic nie wiedział. Weszłyśmy więc do kościoła, gdzie w przedsionku była informacja, że właśnie 15 maja w Nerja odbywają się obchody ku czci świętego Izydora, patrona rolników - Romeria de San Isidro. O 11.00 miała się odbyć msza, a po niej parada (lub jak było na plakacie - pielgrzymka) aż do Pustelni San Isidro w kompleksie jaskiń Nerja, a tam tańce i zabawa dopóki będą chętni. I tak rozwiązała się zagadka, dlaczego nie można było kupić biletu do jaskiń.
Zanim jednak rozpoczęła się parada zeszłyśmy na Balkon Europy, żeby trochę pospacerować.
 
 






Przed południem na placu było już tłoczno. Ale udało nam się stanąć w nie najgorszym miejscu by zobaczyć paradę z bliska.
 

Pierwsza część parady szła z kościoła z figurą świętego, którą umieszczono na wozie, do którego były zaprzężone dwa  woły. 

Gdy już wszyscy dołączyli do barwnego pochodu z ulicy obok kościoła zaczęły wyjeżdżać kolejne wozy i platformy, zaprzężone w woły, konie, traktory i wielkie samochody. Każdy wóz czy platforma to odrębna okoliczna wioska, albo szkoła, albo kółko, albo inna organizacja. Z każdym pojazdem szedł długi pochód, w którym w kolorowych strojach szły całe pokolenia lokalnej społeczności.



Kolorowy korowód oglądałyśmy przez godzinę, ale to nie znaczy, że się skończył. Po prostu postanowiłyśmy nie stać już w miejscu, tylko trochę się przespacerować i pójść na obiad.
 
 




Poszłyśmy w kierunku przeciwnym do parady, ale do końca miasteczka ustawiona była kolejka do przejścia w tym kolorowym korowodzie. No i okazało się, że jest problem, żeby cokolwiek zjeść, bo większość miejsc była zamknięta z powodu święta, a tam gdzie było otwarte były tłumy turystów.



Na szczęście udało nam się, choć zamiast kuchni hiszpańskiej została nam meksykańska ;)
Po jedzeniu poszłyśmy na przystanek autobusowy, stwierdziłyśmy, że wracamy, żeby jeszcze skorzystać z plaży.



I taki to był nasz krótki wypad do Malagi :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz