Informacyjnie

Ten blog powstał przede wszystkim po to, żeby spisać swoje wspomnienia z podróży, bo pamięć jest ulotna. Od wielu lat staram się tworzyć notatki z każdego wyjazdu i jestem zdziwiona jak wiele szczegółów się zaciera.
Jeśli przy okazji ktoś może znaleźć coś dla siebie - podpowiedzi, rady, pomysły na podróż - będzie mi bardzo miło.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są zrobione przeze mnie lub przez mojego Męża, jeśli korzystam ze zdjęć z netu będzie o tym stosowna informacja.
Zapraszam do czytania

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abbadia San Salvadore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abbadia San Salvadore. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 listopada 2017

Oblicza Toskanii - część VII

Kolejny dzień był naszym ostatnim w Poggio al Palio. Zjedliśmy śniadanie, zapłaciliśmy, kupiliśmy oliwę własnego wyrobu, pożegnaliśmy się z Veronicą i z naszym domkiem i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Tego dnia na naszej drodze wyrosła góra. A co było morze, to czemu nie góry :)
Góra, która znalazła się w naszych planach, to Monte Amiata.Planując wyprawę szykowaliśmy się na górską wyprawę i dlatego, jak wspominałam ostatnio, zarezerwowaliśmy na to cały dzień. Jak się okazało w praktyce (i w sumie to i dobrze) wcale nie trzeba się bardzo wysilić, żeby zdobyć tą jedną z najwyższych (1.734 m n.p.m.) gór w Toskanii. Okazało się, że prawie na sam szczyt można wjechać samochodem. Najpierw jedzie się przez magiczny las liściasty:

i w końcu po podróży szeroką, asfaltową drogą dojeżdża się do parkingu,
a stąd już tylko kilkadziesiąt metrów do szczytu taka dróżką:
Na szczycie znajduje się duży metalowy krzyż (podobnie jak na Giewoncie),

sporo anten,
a wokół rozciągają się bajeczne widoki:
Kawałek dalej, w lesie na jednej ze skałek znajduje się też figura Madonny della Scouts

Na szczycie nie zabawiliśmy długo, bo mimo błękitnego nieba, wcale nie było tak cudownie. Temperatura bowiem spadał do 8 stopni Celsjusza !!!
Trochę zmarznięci podążyliśmy do kolejnego punktu naszej wycieczki. Do Abbadia San Salvadore trafiliśmy przypadkiem, opowiadali o tym miejscu nasi sąsiedzi z Poggio al Palio (zresztą Polacy), a ponieważ było na trasie z Monte Amiata do kolejnego miejsca miejsca, które było zaplanowane, to zatrzymaliśmy się tam na kilka chwil. Abbadia San Salvadore jest malutką miejscowością, choć największą w rejonie Monte Amiata. Znajduje się na południowo-wschodnim stoku góry, od parkingu pod szczytem dzieli ją odległość 12 km. W centrum miasteczka zachowała się średniowieczna dzielnica oraz opactwo Najświętszego Salvadora zbudowane z wulkanicznego kamienia.



Jak wspomniałam w Abbadia San Salvadore byliśmy przejazdem, bo 9 km dalej było miejsce, do którego zmierzaliśmy - Bagni San Filippo, kolejne źródła termalne z naszej listy. Tym razem trafiliśmy do maleńkiej miejscowości, gdzie stało mnóstwo zaparkowanych samochodów.
Poszliśmy za znakami i weszliśmy na leśną dróżkę, gdzie niedługo pokazały nam się pierwsze skały wapienne
Tu ludzi było niewiele, ale im dalej ... w las (tak, tak w las, termy są ukryte w lesie), tym ludzi więcej i więcej miejsc do kąpania:





Można było wylegiwać się na skałkach, albo też leżeć w basenikach. Woda była znacznie cieplejsza od tej w Bagno Vagnioni. Jeden basenik był tak gorący, że nie dało się w nim ustać, jedynie zamoczyć stopy i to jedynie przez chwilę, wg. różnych informacji, woda ma tam temperaturę ok. 50 stopni.
Byliśmy w Bagni San Filippo w niedzielę, ludzi było sporo, głownie Włochów, w sezonie ponoć jest jeszcze sporo turystów. Ale i tak fajnie pomoczyć się w takiej gorącej wodzie :) Oczywiście wejście jest nieodpłatne i żaden sposób niebiletowane.
Ruszyliśmy dalej i zatrzymaliśmy się ok. 35 km na wschód w malowniczym Montalcino - kolejnym średniowiecznym miasteczku z twierdzą, budynkami sakralnymi i cudownym toskańskim klimatem:
 
 
 

 
 
Widoki, z miejskich murów jak zwykle zapierały dech w piersiach:
 



Niestety, kolejne miasteczko, które nam się spodobało, a gdzie nie mogliśmy zagościć zbyt długo. Przed nami było jeszcze prawie 130 km do pokonania. Po drodze już się nigdzie nie zatrzymywaliśmy i przed 20-stą dotarliśmy do naszego kolejnego miejsca noclegowego - Piombino. Tym razem zamieszkaliśmy w hotelu w centrum miasteczka. Hotel całkiem fajny, ale pokój mieliśmy z oknem na tzw. ślepe podwórze, więc widoku żadnego. Szybko się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do centrum, żeby coś przekąsić. Po wyśmienitej pizzy ruszyliśmy zwiedzać Piombino nocą:
 
Akurat przy deptaku odbywała się europejska liga robotów i można było podziwiać niektóre egzemplarze, albo posłuchać wykładu na świeżym powietrzu


cdn